czwartek, 13 sierpnia 2015

zioła


Mieszkaliśmy koło lasu z dala od ruchliwego miasta.  Razem z nami mieszkali babcia i dziadek. Odkąd pamiętam moja babcia zajmowała się ziołami.  Ona często brała mnie na spacery po lesie, dróżkach i polach. Miała ze sobą dwa wiadereczka do którego zbierała napotkane zioła. Ja jej pomagałam i słuchałam ciekawych informacji o nich. Zapamiętałam  najbardziej popuralne rumianek, pokrzywa, mniszek, krwawnik, mięta, szałwia. Jako dziecko niie byłam w stanie zapamiętać tego wszystkiego. Lecz pozostało mi zainteresowanie ziołolecznictwem.  Do babci przychodziły różni ludzie po poradę  na dane schorzenie. Często dawała im zioła i tłumaczyła jak je stosować. Później zrozumiałam, że była znaną zielarką na całą okolicę. Zapach ziół towarzyszył mi przez całe życie, a najbardziej pamiętam je z dzieciństwa.  Byłam bardzo przywiązana uczuciowo do babci i zainteresowanie ziołami odziedziczyłam po niej. W późniejszych latach dostałam od babci dwa stare zeszyty z zapiskami ziół i jak je używać. Oprócz tego dwie książki zielarskie. Są to dla mnie cenne rzeczy do których czuje sentyment. To być może zawarzyło na rozwijaniu się w tej dziedzinie. To moje dodatkowe hobby, które służy mi i moim domownikom. Mąż już przyzwyczaił się do ziół suszonych wkoło. Nawet jest w stanie wypić zaparzoną przeze mnie herbatkę. W niedzielę po obiedzie przyszłi znajomi na kawę. Ja zamiast mówić jak zawsze o ziołach to poczęstowałam ich ciasteczkami  o nazwie wilczy apetyt, markizy, pierniczki Dr. Gerarda. Bardzo im smakowały te wyroby i nawet popatrzyli kto jest producentem tych smakowitości. Nie znali firmy Dr. Gerarda, ale po dzisiejszym spotkaniu będą szukać w sklepie podobnych ciastek. .

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz