Mieszkaliśmy koło lasu z dala od ruchliwego miasta. Razem z nami mieszkali babcia i dziadek. Odkąd
pamiętam moja babcia zajmowała się ziołami. Ona często brała mnie na spacery po lesie,
dróżkach i polach. Miała ze sobą dwa wiadereczka do którego zbierała napotkane
zioła. Ja jej pomagałam i słuchałam ciekawych informacji o nich.
Zapamiętałam najbardziej popuralne
rumianek, pokrzywa, mniszek, krwawnik, mięta, szałwia. Jako dziecko niie byłam
w stanie zapamiętać tego wszystkiego. Lecz pozostało mi zainteresowanie
ziołolecznictwem. Do babci przychodziły
różni ludzie po poradę na dane
schorzenie. Często dawała im zioła i tłumaczyła jak je stosować. Później
zrozumiałam, że była znaną zielarką na całą okolicę. Zapach ziół towarzyszył mi
przez całe życie, a najbardziej pamiętam je z dzieciństwa. Byłam bardzo przywiązana uczuciowo do babci i
zainteresowanie ziołami odziedziczyłam po niej. W późniejszych latach dostałam
od babci dwa stare zeszyty z zapiskami ziół i jak je używać. Oprócz tego dwie
książki zielarskie. Są to dla mnie cenne rzeczy do których czuje sentyment. To
być może zawarzyło na rozwijaniu się w tej dziedzinie. To moje dodatkowe hobby,
które służy mi i moim domownikom. Mąż już przyzwyczaił się do ziół suszonych
wkoło. Nawet jest w stanie wypić zaparzoną przeze mnie herbatkę. W niedzielę po
obiedzie przyszłi znajomi na kawę. Ja zamiast mówić jak zawsze o ziołach to
poczęstowałam ich ciasteczkami o nazwie
wilczy apetyt, markizy, pierniczki Dr. Gerarda. Bardzo im smakowały te wyroby i
nawet popatrzyli kto jest producentem tych smakowitości. Nie znali firmy Dr.
Gerarda, ale po dzisiejszym spotkaniu będą szukać w sklepie podobnych ciastek.
.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz