Dzisiaj razem z mężem
odpoczywamy w domu. Za oknem wciąż z nieba leje się żar a my mamy za sobą kolejne
wakacyjne przygody i jak na razie przeszła nam ochota na następne. Wczoraj znów
byliśmy z bratem i jego małą córeczką Zuzą nad wodę. Brat jak zawsze przewiózł
nas okrężną drogą przez las. I tak z czterdziestu minutowej trasy czas
przejazdu wydłużył się do dwóch godzin. Jeszcze do tego doliczyć trzeba zakupy
i postój przed sklepem, podczas którego zjedliśmy lody. Zajęło nam to kolejne
trzydzieści minut. Wreszcie zupełnie wymęczeni jazdą w nieklimatyzowanym
samochodzie dotarliśmy nad jezioro. Piasek był tak gorący, że aż parzył w
stopy, co przyśpieszyło kąpiel w wodzie. Woda również okazała się ciepła.
Ogromnie przyjemnie było pluskać się z małą Zuzą, która wciąż śmiała się i
dokazywała. Ochlapywała wodą tatę i nas na zmianę. Po chwili byłam mokra aż po
czubek głowy. Tak samo mój mąż. Dłuższa kąpiel wzmogła odczucie głodu. Podczas
wyjazdu z domu chciało mi się trochę jeść a teraz to już w ogóle zjadłabym
chyba całego konia z kopytami. Tymczasem w torbie plażowej miałam same
słodycze. Swój posiłek zaczęłam od kruchych wafli z nadzieniem kakaowym.
Później wpadły mi w ręce pyszne ciastka z nadzieniem morelowym. Na koniec uczty
z wyrobami Dr Gerarda wypiłam kilka łyków wody, która zrobiła się bardzo ciepła
i niesmaczna. Po posiłku chwilę poleżałam. Zanim namyśliłam się na powrót do
wody, mój brat już miał inne plany, ciągnął nas do samochodu. Według niego
nadszedł czas na kolejny etap wycieczki. Musieliśmy się przebrać i jechać w
nieznane.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz