Witam.
Co roku w moim mieście odbywa się festyn, poświęcony regionalnym daniom i
wypiekom. Na deptaku ustawione są stoły i każdy może z nich korzystać, aby
zaprezentować swoje dania. Moja przyjaciółka jest doskonała w wyrobach
mącznych, uwielbia robić pierogi z różnym nadzieniem. Prowadzi niewielką
gastronomię. Jej pierogi schodzą jak przysłowiowe świeże bułeczki. Poprosiła mnie,
abym towarzyszyła jej w tym festynie. Zgodziłam się i przygotowałam jej
niespodziankę. Pojechałam do sklepu i zakupiłam z dziesięć rodzaju różnych kruchych
ciasteczek, takich jak krakersy i markizy. Wybrałam takiej firmy, która smakuje
całej mojej rodzinie czyli ,,Dr Gerard”. Kiedy koleżanka ustawiała talerze z
pierożkami , a było ich nie mało, ja ustawiłam wielką paterę przepysznych
ciastek. Przyjaciółka zażartowała, że robię jej konkurencję. Do naszego stolika podchodziło masę ludzi.
Pierogi znikały w mgnieniu oka. Jednak każdy ze smakoszy sięgał jeszcze po kruche
ciasteczka. Wielu osobom bardzo smakowały, prosili nas abyśmy powiedziały co to
za firma. Nie ukrywałam i z dumą mówiłam, że są to produkty pana ,,Dr Gerard”.
Ludzie się dziwili mówiąc, że jak to od doktora to na pewno są bardzo zdrowe,
nie zaprzeczałyśmy. Po krótkich żartach tłumaczyłam ,że to jest taka firma, która
w swoim asortymencie ma wiele smakołyków. Festyn trwał do późnych godzin wieczornych. Jak tylko z
przyjaciółką rozprowadziłyśmy towar i ulotki reklamujące jej małą firmę,
zadzwoniliśmy po nasze rodziny i
mogłyśmy w spokoju z nimi w końcu świętować. Z ciekawością chodziłyśmy i
próbowałyśmy różnych smacznych rzeczy. Wiele się nauczyłyśmy . Około godzimy
dwudziestej drugiej zaczął przygrywać zespół muzyczny. Na placu ludzie zaczęli
tańczyć, my z rodzinami też. Trzeba było jakoś, przed snem spalić te wszystkie
kalorie. To był naprawdę fajny dzień. Pozdrawiam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz