wtorek, 18 sierpnia 2015

Przygoda z telefonem

O piątej czterdzieści wyszliśmy z naszą wielką torbą podróżną na dworzec. Znaleźć można w niej było różne słodycze na drogę a konkretnie czekoladki na kruchym ciasteczku o nazwie Wilczy Apetyt, Listki deserowe posypane kryształkami cukru oraz rewelacyjne na każdą podróż krakersy. Wszystkie te specjały od Dr Gerarda wzięliśmy specjalnie na okazję wspólnego wyjazdu z moimi bratanicami Martą i Olą. Tę naszą wspólną podróż planowaliśmy we czwórkę już od dłuższego czasu. I oto nadszedł wielki dzień wyjazdu. Na dworzec dotarliśmy z mężem jako pierwsi. Dopiero po paru minutach spostrzegliśmy samochód mojego brata a w nim oprócz kierowcy Martę i Olę. Były szczęśliwe i uśmiechnięte od ucha do ucha i żądne przygód. Jeszcze wtedy nie wiedziały, że już na początku wyprawy los przyniesie nam wszystkim nieoczekiwane zdarzenie. Stało się to po pierwszym etapie podróży, gdy przesiedliśmy się na autobus. Nie zdążyliśmy usiąść w fotelach, gdy Marty telefon ześlizgnął się z jej kolan niepostrzeżenie. Początkowo Marta tak jak my wszyscy myślała, że wystarczy schylić się i go podnieść. Tymczasem okazało się, iż sprawa nie jest taka prosta. Telefon spadł niefortunnie w szczelinę w siedzeniu i w żaden sposób nie dało się go stamtąd wyciągnąć. Próbowaliśmy wydostać go wszyscy na zmianę. Pomagali nam też inni pasażerowie. I nic. Próżne nasze wysiłki i zmagania. Marta podczas prób uwolnienia telefonu pokaleczyła sobie obie dłonie. Gdy autobus zajechał na końcowy przystanek, pan kierowca wziął sprawy w swoje ręce. Niestety bez oczekiwanego skutku. Do tego my spóźniliśmy się na przesiadkę a telefon dalej pozostał uwięziony w siedzeniu. Przykro było patrzeć na Martę, która przez dłuższy czas nie potrafiła się pogodzić ze stratą. Nie pomagały nawet zapewnienia ze strony kierownictwa, że telefon zostanie odesłany natychmiast po demontażu siedzenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz