Brat zatrzymał samochód przed
podjazdem prowadzącym na podwórze naszych krewnych. Energicznie wysiadłam by
otworzyć bramę. Spieszyło nam się, bo nadciągał wieczór a do domu daleka droga.
Tymczasem w radio ogłaszano zagrożenie gwałtownymi burzami. Przy bramie
spostrzegłam mężczyznę. Powitał mnie serdecznie. Z jego gestów odczytałam, że
ów człowiek musi być moim dawno nie widzianym kuzynem. Zupełnie zapomniałam jak
wyglądał. Za to on rozpoznał mnie od razu. Później wszystko potoczyło się już
bardzo szybko. Nadeszła pozostała część rodziny. Oficjalne powitania, za
którymi nie przepadam zostały zakończone. Zaproszono nas na taras, gdzie
zasiedliśmy wygodnie na wiklinowych krzesłach. Wówczas zobaczyłam sześcioletnią
kuzyneczkę i uświadomiłam sobie, że nie wzięliśmy z auta ciastek od Dr Gerarda.
Nie było wyjścia, musiałam wrócić do samochodu. Po drodze zastanawiałam się,
czy nie lepiej byłoby kupić ciastek z nadzieniem czekoladowym. Jednak widząc
uradowaną buzię dziewczynki nie miałam wątpliwości, że wybór kruchych
ciasteczek o kształtach zwierzaków i zwierzakowej nazwie, był trafiony.
Spełniwszy swój obowiązek ponownie zasiadłam w wygodnym krześle i napiłam się
świeżo zaparzonej kawy. Kuzyn rozpalił grilla i serwował nam co chwilę jakieś przysmaki.
Gorące przekąski znikały z talerzy. Pomimo zjedzonych w barze zapiekanek
burczało nam w brzuchach z głodu. Mała Zuza tylko prawie nic nie zjadła.
Pluskała się w wielkim basenie z nowo poznaną o rok młodszą koleżanką. Obok
basenu stała trampolina. Zuza początkowo bawiła się na niej. Jednak ostatecznie
wygrał basen. Nie ma jak woda i piękna pogoda – to najlepszy, niezastąpiony
duet. Patrzyłam na obie dziewczynki znad swojego talerza trochę z troski a
trochę z zazdrości myśląc: ja też tak chcę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz