poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Ognisko rodzinne



Popołudnie mijało leniwie. Rozłożyłam się z moim laptopem w altanie przed domem. Uwielbiam pracować tutaj na świeżym powietrzu. Mam tu ciszę i spokój. Wszystko czego potrzebuję. No może jeszcze przydała by się tylko garść krakersów albo pierników w czekoladowej polewie od Dr Gerarda dla lepszej pracy mózgu. Ale i to za chwilę będę miała zapewnione, bo oto wjeżdża samochód brata na podwórze. Bratanica miała zlecone przeze mnie kupno słodyczy, których ostatnio był deficyt w domu. Drzwi auta otwarły się po czym wyskoczyła z nich energicznie Martusia moja zwinna kuzyneczka, taszcząc ze sobą wielką siatkę. Podeszła do mnie i wyciągnęła moje ulubione pierniki, jednocześnie mówiąc, że niestety krakersów od Dr Gerarda nie dostała w tym sklepie, w którym robiła zakupy. Kupiła za to kiełbaski grillowe i oznajmiła głosem nie znoszącym sprzeciwu, że chce byśmy zrobili dziś ognisko. Nie uśmiechało mi się szykowanie ogniska w taki upał jaki dziś mamy ale przezwyciężyłam swoją niechęć i zaraz po skończeniu swojego zadania zwołałam młodzież by pomogła nosić drwa w miejsce paleniska. Sama zorganizowałam jakieś siedziska i patyki z zaostrzoną końcówką do pieczenia kiełbasek. W pół godziny mieliśmy wszystko przygotowane do zapalania ognia. Na koniec poszłam do domu po prowiant i zapałki. Tutaj spotkała mnie niemiła niespodzianka. Brak zapałek. Co tu robić. Tyle przygotowań na darmo. Nie będzie ogniska - pomyślałam. Jednak z pomocą przyszedł brat. Okazało się, że ma zapalniczkę w posiadaniu, tak na wszelki wypadek. W organizację ogniska włączyła się nawet moja mama, która własnoręcznie rozpaliła ogień. Tato natomiast donosił nam suchych gałęzi. Teraz nawet cieszyło mnie nasze wspólnie przygotowane ognisko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz