Witam.
Ostatnio przeżyłam przygodę życia. Koleżanki namówiły mnie na wypad z nimi na
jagody. Nie miałam ochoty. Uwielbiam jagody, ale już ich zbieranie, nie należy
do moich ulubionych czynności. Bladym świtem obudziłam się, włożyłam kanapkę i
oczywiście moje ulubione krakersy firmy ,,Dr Gerard” do koszyka. Po chwili
usłyszałam sygnał w telefonie, który oznajmił mi, że moje koleżanki czekają już
na mnie . Po pół godzinie dojechałyśmy do lasu. Basia powiedziała, że czas na
łowy. Jęknęłam tylko, ale nie miałam już odwrotu. Szłyśmy lasem aż doszłyśmy do
pewnej polany. Tutaj miałyśmy rozpocząć swoje zbieranie. Koszyki w rączki i
poszłyśmy zbierać owoce leśne . Nie miałam ochoty, ale cóz jak trzeba to
trzeba, chodziłam brzegiem polany i szukałam krzaków jagód. Zerknęłam na
koleżanki one już namiętnie zrywały. Ja chodziłam i chodziłam. W końcu
zobaczyłam kępkę krzaków jagód.
Nachyliłam się i zaczęłam zbierać. Zdziwiłam się ponieważ krzak był naprawdę
oblepiony owocami i to nie małymi. W duchu pomyślałam, że takie to mogę zbierać.
Po oskubaniu jednego krzaczka, przeniosłam się na drugi i tam było to samo.
Miałam uśmiech na twarzy i cieszyłam się, że szybko mi to pójdzie. Zbierałam i zbierałam,
nie oglądając się za siebie. Nie zauważyłam, że
oddalam się od polany i koleżanek. Zrywanie zafascynowało mnie całkowicie.
Patrzyłam z radością jak mój koszyk i to nie mały, z każdą chwilą napełnia się
po brzegi. Sięgnęłam do kieszeni kurtki i znalazłam tam dwa kruche ciasteczka
,,Dr Gerard”. Ucieszyłam się i z przyjemnością je zjadłam. Popatrzyłam na moje
łapki i w duchu pomyślałam, że będę z nimi miała dziś wiele pracy, ich kolor
był przerażający. W myślach układałam plan pracy po powrocie do domu. Najpierw
zagoniię rodzinę do przygotowania słoików na jagodowe konfitury. Sama umyje je
i przyrządzę. Potem zajmę się moimi dłońmi, bo z takimi nigdzie się nie będę
mogła pokazać. I… No właśnie o tym co było dalej napiszę w kolejnym poście. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz