Kiedy wchodziliśmy do mieszkania
na ulicy było już całkiem ciemno. Byliśmy okrutnie zmęczeni. Całodzienna podróż
z przygodami w wielkim upale spowodowała, że czuliśmy się wypluci. Całą naszą
czwórkę w mieszkaniu przywitała moja teściowa. Zaproponowała od razu kolację.
Jednak my woleliśmy najpierw wziąć prysznic. Wchodziliśmy do łazienki po kolei:
Ola, Marta, mój mąż i na końcu ja. Gdy wyszłam spod prysznica wszyscy już
siedzieli za stołem, ze smakiem wcinając kanapki. Do kanapek była pyszna
sałatka, która wyglądała smakowicie. Nie miałam jakoś apetytu ale skusiłam się
na odrobinę. Na koniec poczęstunku teściowa przyniosła wielki półmisek wafli i
markizów od Dr Gerarda. Wobec takich pyszności apetyt znacznie mi się poprawił
ale to dziewczyny wiodły prym w pochłanianiu ogromnych ilości wyrobów
cukierniczych. Po kolacji dziewczęta obejrzały pokój, gdzie miały mieszkać
kolejnych kilka dni. To był pokój mojego męża i mój, który odstąpiliśmy
młodzieży na czas ich pobytu. Sami wraz z teściową ulokowaliśmy się w większym
pokoju. Podczas krzątaniny zauważyłam błagalne miny moich bratanic i
przypomniało mi się, że obiecałam im jeszcze dzisiaj po kolacji spacer na
starówkę. Upewniłam się czy mój mąż ma chęć i siłę iść z nami. Zgodził się
chętnie na wspólne wyjście i już po chwili wyszliśmy. Noc była niezwykle
ciepła, co sprawiało przechadzkę jeszcze przyjemniejszą. Dziewczyny były
zachwycone architekturą naszego miasta. Gdy dotarliśmy na starówkę dziewczyn
urzekł klimat tam panujący. Krótko mówiąc zakochały się w tym miejscu. Na
moment zatrzymaliśmy się przed ratuszem gdzie właśnie odbywał się koncert. Po
chwili dziewczyny zauważyły lodziarnię i tam spędziliśmy chyba pół godziny.
Moje bratanice okrzyknęły tę lodziarnię najlepszą w jakiej były i zjadły po trzy
albo cztery gałki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz