wtorek, 25 sierpnia 2015

Stare miasto



Kiedy wchodziliśmy do mieszkania na ulicy było już całkiem ciemno. Byliśmy okrutnie zmęczeni. Całodzienna podróż z przygodami w wielkim upale spowodowała, że czuliśmy się wypluci. Całą naszą czwórkę w mieszkaniu przywitała moja teściowa. Zaproponowała od razu kolację. Jednak my woleliśmy najpierw wziąć prysznic. Wchodziliśmy do łazienki po kolei: Ola, Marta, mój mąż i na końcu ja. Gdy wyszłam spod prysznica wszyscy już siedzieli za stołem, ze smakiem wcinając kanapki. Do kanapek była pyszna sałatka, która wyglądała smakowicie. Nie miałam jakoś apetytu ale skusiłam się na odrobinę. Na koniec poczęstunku teściowa przyniosła wielki półmisek wafli i markizów od Dr Gerarda. Wobec takich pyszności apetyt znacznie mi się poprawił ale to dziewczyny wiodły prym w pochłanianiu ogromnych ilości wyrobów cukierniczych. Po kolacji dziewczęta obejrzały pokój, gdzie miały mieszkać kolejnych kilka dni. To był pokój mojego męża i mój, który odstąpiliśmy młodzieży na czas ich pobytu. Sami wraz z teściową ulokowaliśmy się w większym pokoju. Podczas krzątaniny zauważyłam błagalne miny moich bratanic i przypomniało mi się, że obiecałam im jeszcze dzisiaj po kolacji spacer na starówkę. Upewniłam się czy mój mąż ma chęć i siłę iść z nami. Zgodził się chętnie na wspólne wyjście i już po chwili wyszliśmy. Noc była niezwykle ciepła, co sprawiało przechadzkę jeszcze przyjemniejszą. Dziewczyny były zachwycone architekturą naszego miasta. Gdy dotarliśmy na starówkę dziewczyn urzekł klimat tam panujący. Krótko mówiąc zakochały się w tym miejscu. Na moment zatrzymaliśmy się przed ratuszem gdzie właśnie odbywał się koncert. Po chwili dziewczyny zauważyły lodziarnię i tam spędziliśmy chyba pół godziny. Moje bratanice okrzyknęły tę lodziarnię najlepszą w jakiej były i zjadły po trzy albo cztery gałki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz