czwartek, 20 sierpnia 2015

GRZYBOBRANIE cz 1

Tak jak postanowiliśmy ruszyliśmy bladym świtem zbierać grzyby. Zabrałam z sobą butelkę wody mineralnej  i paczkę biszkoptów z firmy Dr Gerard. Zapobiegliwy Filip  miał przy sobie ulubione krakersy. Szliśmy powoli, rozkoszując się pięknem mijanej przyrody.  Oczywiście  prowadził nas leśniczy.  Wkrótce  dotarliśmy  do niewielkiego zagajnika. Las pachniał cudnie i dawał chłodny cień. Faktycznie grzybów było niewiele  z powodu panującej wszędzie  suszy. No, ale frajda i satysfakcja murowana hihihi.  Grzyby zbieraliśmy pod czujnym, fachowym okiem pana Józefa.  Wiedzieliśmy jak łatwo można się pomylić i jakie mogą być konsekwencje takiej pomyłki. Ufaliśmy leśniczemu bezgranicznie. Jego długoletnie doświadczenie, wiedza i ciągła ostrożność zaimponowały nam. Nie wymądrzał się, nie poddał brawurze,  spokojnie oceniał każdy okaz przed  tym nim znalazł się w koszyku. Po dwóch godzinkach mieliśmy pełen kosz świeżutkich pachnących grzybów. Panowie oczyścili zebrane grzyby i przygotowali je do suszenia. Ja z Ewą poszłam do kuchni, aby pomóc gospodyni w przygotowaniu śniadania.  Jak szybko się okazało zupełnie niepotrzebnie. Pani Aniela czekała na nasz powrót  z patelnią pachnącą dopiero co usmażonymi rydzami z kawałkiem wędzonego boczku. Pan Józef nazbierał je poprzedniego dnia .  To ci dopiero  niespodzianka.  Zapach był tak intensywny, że od razu poczułam się głodna. Miałam wrażenie, że moje burczenie w brzuchu słyszą wszyscy dookoła. To wręcz nieprzyzwoite, ale nie miałam pojęcia jak nad tym zapanować  hihihi.   Ewa poszła obudzić Zosię, a ja tym czasem pokroiłam szczypiorek i rozbiłam do przygotowanej misy cały mendel wiejskich jaj. Wierzcie mi takiej jajecznicy jeszcze w życiu nie jadłam. Rydze, boczek i świeże  jajka dały tak wyjątkowy smak tej codziennej potrawie, że aż niewiarygodne. Zjedliśmy wszystko z ogromnym apetytem.  Nasze miseczki zostały dokładnie wymuskane chlebem hihihi.              

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz