Szybko minął urlop wypoczynkowy. Po leżeniu na plaży i
spacerowaniu wzdłuż morza bardzo ciężko wrócić do codzienności. Pierwszy raz
byłam nad morzem z dwójką dzieci. Córka Marysia ma pięć lat, a syn Marcin sześć
lat. Nigdy jeszcze nie widziałam morza na żywo. Mąż brał udział w różnych grach
i w jednej wygrał bilet do Jastrzębiej Góry z osobą towarzyszącą. Zadzwoniliśmy
do tego ośrodka i powiedzieliśmy, że przyjeżdżamy z dziećmi. Nie było żadnych
problemów. Mieszkaliśmy blisko morza i znajdowały się ciekawe atrakcje dla
naszych pociech dlatego wydłużyliśmy wypoczynek o następny tydzień. Codziennie
chodziliśmy po plaży, budowaliśmy z dziećmi zamki z piasku. Często
wstępowaliśmy na lody i po drodze
kupowaliśmy nasze ulubione markizy i biszkopty Dr Gerarda. Pogoda czasami była
barowa i musieliśmy siedzieć w ośrodku. Na szczęście było tak tylko dwa razy.
Wtedy z dziećmi chodziliśmy na basen, który znajdował się na miejscu
zamieszkania. Był ciekawy pokoik z zabawkami i ze zjeżdżalnią wprost na gumowe
piiłeczki. Tam nasze pociechy siedziałyby cały dzień. Nam bardzo zależało, by wdychali morskie
powietrze. Wprawdzie najwięcej jodu jest podczas sztormu, to przebywając nad
morzem wpłynie pozytywnie na ich i nasze zdrowie. Mieszkamy koło Krakowa, a do Jasttrzębiej
Góry Jechaliśmy autobusem przez całą noc. Dzieci spały, a my drzemaliśmy.
Jeszcze nie mamy auta, może kiedyś będzie nas stać na ten luksus. Na wczasach
mimo w miarę oszczędnego życia nie sądziliśmy, że stracimy tyle pieniędzy.
Szukaliśmy tańszych sklepów lecz w tej okolicy trudno znaleść. Pomimo tego jesteśmy wraz z dziećmi zadowoleni z pobytu.
Poznaliśmy małżeństwo z dwójką dzieci w naszym ośrodku i nasze maluchy bawiły
się z nimi. My mogliśmy spokojnie siedzieć z nowymi znajomymi i obserwować
zabawę naszych pociech. Przy takiej okazji piliśmy kawę podjadając ciastka Dr.
Gerarda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz