Była sobota,
kolejny upalny dzień, siedzieliśmy w domu i dostawaliśmy na głowę. Zachciało mi
się czegoś słodkiego. Czegoś, co by miało w sobie ciasteczko nadzienie
czekolada. Okazało się, że zachciało mi się produktu firmy „dr Gerard”. To moja
podświadomość mi podpowiadała. Żona tylko uśmiechnęła się powiedziała idź do
Biedronki i sobie kup. To też poszedłem, kupiłem napoje dla dzieci i dla nas,
banany i oczywiście najsmaczniejsze biszkopty i wafle. Gdy wróciłem do domu
moja ukochana miała dla mnie wspaniałą wiadomość, zostaliśmy zaproszeni do
znajomych. Cieszyłem się z dwóch powodów, pierwszy, że spotkam się kumplem a
drugi, że mieszkają za miastem i zrobimy sobie wycieczkę rowerową. Wystawiliśmy
rowery i ruszyliśmy. Po drodze zrobiliśmy krótką przerwę na zakupy, coś dla
dzieci od „dr Gerard” oraz coś zimnego o słomkowej barwie dla tatusiów. Droga
zajęła na dwadzieścia pięć minut. Tak mało, ponieważ synek wyrósł ze swojego
roweru i byłem zmuszony wziąć go na bagażnik. Córunia jechała w foteliku na
mamy rowerze. Gospodarze bardzo się ucieszyli jak nas zobaczyli, okazało się,
że przygotowali dla nas niespodziankę. Wspaniałą kolację: ziemniaczki z ogniska,
cukinia z grilla oraz kiełbasę z ogniska. Dla mnie mieszczucha taka wyżera to
święto. Pieczone ziemniaczki w popiele to wspomnienie dzieciństwa. Najadłem się
po korek jak to mówią samochodziarze. Dzieci nie było, ruszyły do ogrodu, gdzie
jest trampolina, bramka i cały plac zabaw, zrobiły krótką przerwę na biszkopty
i wafle. A na kolację zabrakło czasu, więc jadły skacząc na trampolinie. I gdy
mieliśmy wsiadać na rowery, aby wrócić do domu, nadeszły czarne chmury, zrobiło
się ciemno a w oddali słychać było grzmoty. Co robić? Emilia postanowiła, że
rowery zostają a nas odwiezie autem do domu. Miała rację zanim dojechaliśmy na
nasze osiedle, zaczęła się taka ulewa, że nie wiedzieliśmy czy to krople czy
grad. A przez tą chwilę zanim dobiegliśmy od samochodu do klatki, całe
dwadzieścia metrów byliśmy cali mokrzy.
Chciałbym
podziękować i pozdrowić naszych przyjaciół, którzy nas zaprosili do siebie oraz
nie byli obojętni na naszą niedolę, związaną z warunkami atmosferycznymi.
Dziękuję i pozdrawiam
L K
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz