piątek, 14 sierpnia 2015

Wesele



Poranna kawa, śniadanie i czekoladka z pysznym nadzieniem na kruchym ciasteczku. Kolejny dzień zaczęliśmy od solidnego posiłku z dodatkiem wyśmienitego wyrobu od Dr Gerarda. Chwilę po śniadaniu już byłam przebrana i gotowa do wyjścia. Na godzinę dziesiątą byłam umówiona u fryzjerki  na modelowanie włosów przed imprezą. Właśnie tego dnia miało się odbyć huczne wesele mojego kuzyna. To już drugie wesele w mojej rodzinie w tym roku. Po wizycie w salonie fryzjerskim zrobiłam od razu zakupy w pobliskim sklepie spożywczo-przemysłowym. Personel sklepu jak i klienci z zaciekawieniem zerkali na moje uczesanie. Nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie czułam się świetnie. Kupiłam wszystko co zamierzałam nie zapominając o moich ulubionych drażach w gorzkiej czekoladzie. Po powrocie do domu zaczęliśmy razem z mężem przygotowania do wyjazdu. Wesele kuzyna miało się odbyć w miejscowości położonej około stu kilometrów od naszego miasta. Mieliśmy zabukowane miejsca w hotelu i tam zamierzaliśmy się przebrać w stroje wizytowe. Niedługo pod nasz blok przyjechał mój brat aby nas zabrać. W samochodzie oprócz młodszego brata jechała Marta – nastoletnia córka mojego najstarszego brata. Wyruszyliśmy. Podróż była ciężka bo w ogromnym upale i bez klimatyzacji. Po godzinie byliśmy wykończeni. Nawet gdy brat zajechał do myjni nie byliśmy w stanie opuścić samochodu. Podczas mycia siedzieliśmy wewnątrz auta i już po paru minutach wiedzieliśmy, że to był wielki błąd. Czuliśmy się jak w saunie i z niepokojem czekaliśmy na koniec usługi.  Najbardziej martwiłam się o moją fryzurę. Na szczęście po otwarciu drzwi i wpuszczeniu powietrza do samochodu zorientowałam się, że nie zdążyłam się zapocić, czyli fryzura uratowana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz