Poranna kawa, śniadanie i
czekoladka z pysznym nadzieniem na kruchym ciasteczku. Kolejny dzień zaczęliśmy
od solidnego posiłku z dodatkiem wyśmienitego wyrobu od Dr Gerarda. Chwilę po
śniadaniu już byłam przebrana i gotowa do wyjścia. Na godzinę dziesiątą byłam umówiona
u fryzjerki na modelowanie włosów przed
imprezą. Właśnie tego dnia miało się odbyć huczne wesele mojego kuzyna. To już
drugie wesele w mojej rodzinie w tym roku. Po wizycie w salonie fryzjerskim
zrobiłam od razu zakupy w pobliskim sklepie spożywczo-przemysłowym. Personel
sklepu jak i klienci z zaciekawieniem zerkali na moje uczesanie. Nie
przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie czułam się świetnie. Kupiłam wszystko co
zamierzałam nie zapominając o moich ulubionych drażach w gorzkiej czekoladzie.
Po powrocie do domu zaczęliśmy razem z mężem przygotowania do wyjazdu. Wesele
kuzyna miało się odbyć w miejscowości położonej około stu kilometrów od naszego
miasta. Mieliśmy zabukowane miejsca w hotelu i tam zamierzaliśmy się przebrać w
stroje wizytowe. Niedługo pod nasz blok przyjechał mój brat aby nas zabrać. W
samochodzie oprócz młodszego brata jechała Marta – nastoletnia córka mojego
najstarszego brata. Wyruszyliśmy. Podróż była ciężka bo w ogromnym upale i bez
klimatyzacji. Po godzinie byliśmy wykończeni. Nawet gdy brat zajechał do myjni
nie byliśmy w stanie opuścić samochodu. Podczas mycia siedzieliśmy wewnątrz
auta i już po paru minutach wiedzieliśmy, że to był wielki błąd. Czuliśmy się
jak w saunie i z niepokojem czekaliśmy na koniec usługi. Najbardziej martwiłam się o moją fryzurę. Na
szczęście po otwarciu drzwi i wpuszczeniu powietrza do samochodu zorientowałam
się, że nie zdążyłam się zapocić, czyli fryzura uratowana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz