Witam
wszystkich. Koniec sierpnia , za progiem wrzesień i jesień. Ale jeszcze mamy upalne
lato i z niego trzeba się cieszyć. Postanowiłam z rodziną urządzić pożegnalny piknik.
Od rana krzątałam się po kuchni robiąc zapasy na piknik. Miedzy czasie rozkoszowałam
się najsmaczniejszymi biszkoptami firmy ,,Dr Gerard’’. Wraz z rodziną
postanowiliśmy pojechać nad jezioro, ale nie na weekend tylko w tygodniu.
Mieliśmy nadzieję, że będzie mniej ludzi. Jezioro znajduje się kilka kilometrów
od naszego miasta, więc ludzi w weekendy jest mnóstwo. Jak panowały te wielki
upały nie było miejsca na rozłożenie koca. Trzeba było stać w odzie, a potem
iść kilka ładnych metrów do swoich pozostawionych rzeczy. Wiadomo nie wszyscy
na raz mogliśmy korzystać z wody, ktoś zawsze musiał pozostać na tak zwanej
straży, i oczywiście z tego powodu były
kłótnie.. Jednak dziś miało być inaczej . Liczyliśmy na to , że ludzie pracują lub powyjeżdżali gdzieś dalej. Od rana pakowałam
i krzątałam się po kuchni. Dzieci jeszcze spały , mąż przeglądał samochód i
zanosił gotowe rzeczy na wyjazd. Jeszcze poprosiłam go żeby pojechał do sklepu
i kupił kruche ciasteczka i krakersy, bo wiem, że te co są to znikną jeszcze
przy śniadaniu. Jednak mąż postanowił zakupy zrobić już w trakcie jazdy. Powiedział
,ze zatrzymamy się na chwilę i zrobimy szybkie zakupy. Nie sprzeciwiałam się,
niech tak będzie. Dzieci spały dziś coś za długo postanowiłam je zbudzić, szkoda
było dnia. Kiedy weszłam do ich pokoi , już byli gotowi. Zdziwiłam się, że tak
cicho się zachowują i nie wrzeszczą na siebie. Uśmiechnęłam się i pomyślałam, że
to będzie miły dzień. Szybkie śniadanie. sprzątanie i jesteśmy już wszyscy w
samochodzie. W następnym poście napiszę Wam jak było nad jeziorem . Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz