Zasiedzieliśmy się u naszych
kuzynów aż niemal do zachodu słońca. Podczas gdy już dawno powinniśmy być w
drodze powrotnej do domu, dopiero pakowaliśmy się do samochodu. Mój brat nie za
bardzo lubi kierować w nocy, dlatego wpadł na jeden ze swoich genialnych
pomysłów. Oznajmił nam, że zamierza pojechać na skróty przez las. W ten sposób
zaoszczędzi czas i będziemy szybciej w domu. OK – jeśli tak trzeba, to niech
tak będzie – zgodziliśmy się z bratem. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy na co się
piszemy. Jadąc, po drodze zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej. Brat
zatankował samochód do pełna a ja korzystając z okazji kupiłam coś do
pochrupania podczas drogi. Były to moje ulubione draże od Dr Gerarda w
smakowitej polewie czekoladowej. Z wierzchu gorzka czekolada natomiast w środku
delikatne kruche ciasteczko. Zuza i Marta chciały zaraz otworzyć draże ale mój
brat powiedział, że żadnego jedzenia w samochodzie nie będzie. Z żalem pyszne
słodycze poszły do bagażnika a my pojechaliśmy w las. Było coraz ciemniej a my
wciąż jechaliśmy i jechaliśmy gęstym dzikim i bezkresnym lasem. W pewnym
momencie brat wyciągną tableta i szukając w nim czegoś powiedział, że nigdy
jeszcze tędy nie jechał i wygląda na to, że zabłądziliśmy. Teraz już
wiedzieliśmy, że w tablecie chciał odnaleźć za pomocą GPS drogę do domu. Nic z
tego. Jego urządzenie nie działało tak jak należy. Ruszyliśmy przed siebie.
Zdawało się, że leśna droga prowadzi do nikąd. Stawała się coraz bardziej
wyboista i bardziej porośnięta zielskiem. Wyglądała tak jakby nikt nią nie jeździł. Spód samochodu co
chwila zaczepiał o zarośla wydając przy tym niepokojące dźwięki. Nagle
poczuliśmy w samochodzie swąd gazu. Brat zahamował. Otworzył drzwi i krzyknął
do nas: Wysiadajcie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz