Witam.
Jak wspomniałam w poprzednim poście, góry są piękne do oglądania, ale nie do
spacerowania, oczywiście dla mnie. Więc z kruchymi ciasteczkami ,,Dr Gerard”
udałam się nad rzekę i opalając się na kocyku oglądałam piękne góry. Zbite
kolano to nie wszystko co na mnie czekało jeszcze tego samego dnia. Upał , upał
i jeszcze raz upał. Po jakimś czasie znów się zanurzyłam w wodzie, tym razem
byłam już ostrożniejsza i nie uszkodziłam sobie drugiej nogi. Kiedy wróciłam na
koc sięgnęłam do koszyka po ciasteczko nadziewane czekoladą i z przerażeniem
zobaczyłam, że obok koszyka na kamieniu leży coś długiego. Wcześniej tego nie
zauważyłam. Byłam w szoku, moje pierwsza myśl wąż! Siedziałam jak sparaliżowana,
nie wiedziałam co mam robić , krzyczeć, uciekać, byłam całkowicie zablokowana.
Przypomniałam sobie opowieści, ile jest węży w górach i że one sobie leżą i się
wygrzewają gdzie chcą. Nie wiem ile czasu tak siedziałam, kiedy w pewnym
momencie usłyszałam głos koleżanki, jeszcze nie masz dość słońca? Popatrzyłam
na nią i powiedziałam cicho tu jest wąż!. Ona rozejrzała się i zapytała gdzie? Tu! pokazałam głową. Koleżanka
podeszła i zaczęła się głośno śmiać. Nie wiedziałam co w tym jest zabawnego . Pokiwa
tylko głową i powiedziała ,że mam bujną wyobraźnie, ze starego sznurka zrobiłam
strasznego węża. Ulżyło mi. Razem wróciłyśmy na kwaterę. Wieczorem oczywiście
było mnóstwo śmiechu ze mnie i mojej przygody w wodzie i z wężem. Co niektórzy
żartowali, dobrze że nie widzę białych myszek. Sięgając po kolejne ciasteczko
markizy ,,Dr Gerard”, postanowiłam, że następnego dnia pójdę w góry. Koleżanki
i koledzy już przepowiadali co nas jutro spotka z moim szczęściem i wyobraźnią.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz