Ratunku pomocy, ZIMO wróć do nas.
Ja już nie
mogę. Taka pogoda mnie dobija. Nawet słodycze „dr Gerard” muszę chować do lodówki,
aby nie straciły swoich wybitnych: smaku i wyglądu. To, co teraz się dzieje to
prawdziwy kataklizm. Temperatura w nocy sięga 29 stopni a w dzień prawie 40 i
to w cieniu. Jak można tak żyć? Wpadłem na pomysł, że kupię najsmaczniejsze
wafle i wyjadę do Skandynawii na urlop. Jednak zmieniły się moje plany, pod
wpływem delikatnego nacisku wziąłem pierniki i kupiłem bilety do Jastarni.
Dobrze znam to miejsce i nasze morze. Wiem to, Bałtyk jest zimny to będę miał
gdzie się schłodzić. Wracając do codzienności, jak ja mam wytrzymać dzieci mają
wakacje, pogoda nie pozwala na spędzanie czasu na podwórku. W godzinach 10 – 18 to nie ma, co wystawiać głowy z domu. W moim mieście włodarze ustawili
kurtyny wodne, aby mieszkańcy mogli obniżyć temperaturę swojego ciała. Jedną
jest na placu zabaw, gdzie chodzę z dziećmi. Więc gdy tam jesteśmy to nie tylko
pociechy, ale i dorośli korzystają z okazji i nie zwracając uwagi na
marudzących dziadków moczą się i chlapią. Niestety mija pół godziny i znowu
upał, ubranie suche i od nowa mokra zabawa. A gdy przychodzi pora powrotu do
domu, drobne zakupy typu wafle do kawy. I zaczyna się bitwa o telewizor albo
konsolę. A rodzice przygotowują w małej kuchni gorący obiad. Więc każde wołanie
tato lub mamo powoduje u nas podniesienie ciśnienia czy agresji. Czasem modlę
się o to by wpadła do nas kuzynka z dziećmi lub babcia. I jest, z kim zjeść
pierniki no i oczywiście uwielbiam rozmawiać z ludźmi. Oczywiście najbardziej
lubię rozmawiać przy słodyczach „dr Gerard” oczywiście z moją ukochaną. Jest
tylko jeden szczegół, gdy żona wraca z pracy około 17 to ja jestem tak
wyczerpany, że padam na tapczan i zasypiam. Z rozmów nici.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz