WSPOMNIENIA LEŚNICZÓWKI
Po rozpakowaniu bagaży przystąpiłam do dokładnych oględzin psa. Bałam się, że mógł zostać ukąszony przez kleszcza, w lesie przecież ich nie brakuje. Frodo jest zabezpieczony specjalną, ochronną obrożą przeciw kleszczom, ale nigdy nic nie wiadomo, lepiej sprawdzić. Mój kochany czworonożny przyjaciel był czysty, bez żadnych nieproszonych lokatorów- pasożytów. Mógł więc od razu dostać miskę pełną świeżej wody i przysługującą mu porcję karmy. Po hałaśliwym skonsumowaniu wszystkiego poszedł od razu spać. My również odczuwaliśmy zmęczenie, ale chłodny prysznic troszeczkę nas orzeźwił. Myślę, że kubek gorącej kawy dobrze nam zrobi i postawi nas na nogi. Miałam jeszcze w zapasie kilka kruchych ciasteczek z firmy Dr Gerard, co niewątpliwie poprawiło mi nastrój. Dobre samopoczucie powróciło kiedy w mojej kuchni rozniósł się cudowny zapach grzybów. Filip starym sposobem nawlókł je na nitkę i rozwiesił w przewiewnym miejscu. Ja pospieszyłam za jego przykładem i zebrane zioła z ogródka pani Anieli powiązałam w aromatyczne pęczki, pozostawiając je wiszące do wyschnięcia. To prawda, że najlepiej mieć świeże zioła, nie suszone, ale nie zawsze mamy taką możliwość. Cieszył mnie widok i zapach tych wszystkich dziwnych bukietów. W mojej kuchni pachniało rozmarynem, lubczykiem, majerankiem i kilkoma innymi ziołami stosowanymi jako super przyprawa w kuchni. Do tego ten dominujący zapach suszonych grzybów, po prostu cudnie. W leśniczówce unosił się zapach lasu, ziół, kwiatów i wiele innych zapachów związanych wyłącznie z takimi miejscami. Te suszone zioła, które kupujemy w marketach, są niczym w porównaniu z tymi świeżo zerwanymi z ogródka. No teraz i na nas już czas iść na spokojny nocny wypoczynek. Ostatnią moją myślą przed zaśnięciem było to, że muszę koniecznie pamiętać kupić ciasteczka z nadzieniem czekoladowym, tak bardzo mi smakowały w leśniczówce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz