Witam
serdecznie. Dzisiejszego poranka miałem niewątpliwą przyjemność bycia u lekarza
rodzinnego. Na moje nieszczęście wróciła moja Pani doktor. W ubiegłym tygodniu,
gdy zastępował ją inny lekarz mój pobyt w przychodni zajął mi 25 minut. A dziś
wyszedłem z ośrodka po trzech godzinach. Dobrze, że miałem krakersy najlepszej
firmy „dr Gerard”, bo inaczej padłbym tam z głodu. A to mogłoby być
interesujące nie tylko dla moich bliskich, ale dla prasy i telewizji. „Śmierć
pacjenta w kolejce do lekarza” takie tytuły obiegłyby całą Polskę. Może i dotarłoby
do ministrów i rządzących. Zjadłem najsmaczniejsze biszkopty i nareszcie się
doczekałem na wizytę. A tu niespodzianka Pani doktor nie spodobało się moje
ciśnienie i puls. Wysłała mnie na EKG. Wyszło dobrze. Wypisała recepty na
lekarstwa i mogłem iść wydać kasę w aptece. W drodze powrotnej spotkałem moje
ukochane dzieci z babcią na spacerze. Córeczce zachciało się gum do żucia, więc
poszły na targowisko. I tak w dobrych nastrojach wracaliśmy do domku na kawkę,
a do niej kupiliśmy ciastka „dr Gerard”. Była to moja druga wizyta u lekarza a
kaszel jak był tak jest. Mam płukać gardło szałwią a nie wódką. Największym
plusem dzisiejszej długiej kolejki na poczekalni było to, że spotkałem
koleżankę, z którą nie rozmawiałem chyba od dwóch lat. Tematów do rozmowy
mieliśmy mnóstwo. Tak jak ja ma dwoje dzieci, tak, więc temat szkoła,
przedszkole i choroby zajął nam dobrą godzinę. Dodam, że ona również lubi
produkty mojej ulubionej firmy, więc razem zjedliśmy krakersy i biszkopty.
Kolejnym z tematów było własne mieszkanie i sąsiedzi. Niestety kupując lokum
nie wiemy, jakie pokemony mogą zamieszkiwać daną klatkę. Okazało się, że ja
trafiłem dużo lepiej. Mam normalnych sąsiadów, z którymi można porozmawiać a
jednocześnie nie są wścibscy.
Pozdrawiam
lokatorów pierwszej klatki bloku nr 9. L K
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz