środa, 19 sierpnia 2015

W kolejce do lekarza.

Witam serdecznie. Dzisiejszego poranka miałem niewątpliwą przyjemność bycia u lekarza rodzinnego. Na moje nieszczęście wróciła moja Pani doktor. W ubiegłym tygodniu, gdy zastępował ją inny lekarz mój pobyt w przychodni zajął mi 25 minut. A dziś wyszedłem z ośrodka po trzech godzinach. Dobrze, że miałem krakersy najlepszej firmy „dr Gerard”, bo inaczej padłbym tam z głodu. A to mogłoby być interesujące nie tylko dla moich bliskich, ale dla prasy i telewizji. „Śmierć pacjenta w kolejce do lekarza” takie tytuły obiegłyby całą Polskę. Może i dotarłoby do ministrów i rządzących. Zjadłem najsmaczniejsze biszkopty i nareszcie się doczekałem na wizytę. A tu niespodzianka Pani doktor nie spodobało się moje ciśnienie i puls. Wysłała mnie na EKG. Wyszło dobrze. Wypisała recepty na lekarstwa i mogłem iść wydać kasę w aptece. W drodze powrotnej spotkałem moje ukochane dzieci z babcią na spacerze. Córeczce zachciało się gum do żucia, więc poszły na targowisko. I tak w dobrych nastrojach wracaliśmy do domku na kawkę, a do niej kupiliśmy ciastka „dr Gerard”. Była to moja druga wizyta u lekarza a kaszel jak był tak jest. Mam płukać gardło szałwią a nie wódką. Największym plusem dzisiejszej długiej kolejki na poczekalni było to, że spotkałem koleżankę, z którą nie rozmawiałem chyba od dwóch lat. Tematów do rozmowy mieliśmy mnóstwo. Tak jak ja ma dwoje dzieci, tak, więc temat szkoła, przedszkole i choroby zajął nam dobrą godzinę. Dodam, że ona również lubi produkty mojej ulubionej firmy, więc razem zjedliśmy krakersy i biszkopty. Kolejnym z tematów było własne mieszkanie i sąsiedzi. Niestety kupując lokum nie wiemy, jakie pokemony mogą zamieszkiwać daną klatkę. Okazało się, że ja trafiłem dużo lepiej. Mam normalnych sąsiadów, z którymi można porozmawiać a jednocześnie nie są wścibscy.

Pozdrawiam lokatorów pierwszej klatki bloku nr 9. L K

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz