Witam. Za kilka dni koniec wakacji i jak to
mówią wraca szara rzeczywistość. Dzieciaczki do szkoły, trzeba więc zrobić listę
zakupów. Jak zwykle pieniędzy trzeba będzie dużo. Popijając poranną herbatę i
podjadając najsmaczniejsze pierniki ,,Dr Gerard”, usiadłam z notesem i
postanowiłam zrobić listę potrzebnych mi
rzeczy. Między czasie nastawiłam wywar na jarzynową zupę. Dzieci jeszcze spały
, mąż pojechał do pracy. Kiedy zaczynałam pisać zadzwonił telefon. W telefonie usłyszałam nieznajomy mi głos, po
chwili pani proponowała mi szybką gotówkę . Uśmiechnęłam się do siebie i pomyślałam , że dobry wybrała czas
na taką propozycję. Posłuchałam co ma do
powiedzenia i grzecznie podziękowałam. Znów wróciłam do pisania listy, niestety
i tym razem moją pisaninę przerwał telefon. Zgadnijcie? Znów propozycja karty
kredytowej na ileś tam kasy na szybkie zakupy. Po pierwszym telefonie i drugim
jeszcze się uśmiechałam, ale po trzecim i czwartym byłam już zdenerwowana. Zaczęłam
się zastanawiać skąd mają mój numer telefonu
i ile jeszcze razy zadzwonią do mnie z propozycją darmowych pieniędzy. Byłam
tak zła, że wyłączyłam telefon i zajęłam się gotowaniem obiadu. Moja wena
dotycząca zaplanowania zakupów odpłynęła. Po jakimś czasie wstały dzieci. Więc
zrobiłam śniadanie i oczywiście do herbaty podjadały kruche krakersy ,,Dr
Gerard”. Kiedy tak sobie siedzieliśmy przy śniadaniu, zaczął się koncert życzeń
moich dzieci, co im trzeba , czego chcą itp. Uśmiechałam się i kiwałam głową,
potakując. W końcu dałam im karki , by napisały co będą potrzebować. Chciałam
mieć chwilę czasu na myślenie jak to zorganizować. Po południu wybrałam się na
zakupy. Tłum szalał z koszykami pomiędzy półkami. Promocja za promocją, tylko w
nazwie, jak się przyjrzeć dobrze to niektóre rzeczy są droższe niż poza
promocją. Takie jest życie. Wzięłam z półki kruche ciasteczka i dałam sobie
spokój z dzisiejszymi zakupami. Pozdrawiam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz