Budzę się rano. Przez chwilę nie
wiem gdzie jestem, ale już w sekundę orientuję się, że w hotelowym pokoju. Przypomina
mi się wczorajsze wesele i trochę jest mi smutno, że już jest za nami.
Przeżyłabym to jeszcze raz. No cóż ale mamy nowy dzień i nowe sprawy przed
nami. W końcu trzeba jakoś dotrzeć do domu. Zatem szybko wstaję i idę do
łazienki, zanim inni wstaną i też będą chcieli wziąć prysznic. Gdy kończę
toaletę moi współtowarzysze kłócą się między sobą o miejsce w kolejce do
łazienki. Przyszło mi czekać chyba z dobrą godzinę zanim wyszykowali się do
wyjścia na śniadanie. Przez ten czas zdążyłam już zjeść z głodu całe opakowanie
wafli o wadze 230 g od Dr Gerarda. Mniam! Co za smak – kruchy wafelek i pyszne
nadzienie o smaku cappuccino – takie już są te moje ulubione Kabaretki cappuccino.
Marta była wkurzone, że nie zostawiłam jej ani jednego. Ale ja byłam naprawdę
bardzo głodna. Poszliśmy na śniadanie. Wypiłam chyba całe morze kawy. Do
śniadania dostaliśmy kruche ciastka, dzięki czemu Marta wybaczyła mi moje
nieposkromione wafelkowe łakomstwo. Wsiedliśmy do samochodu wszyscy ze sobą
pogodzeni i w świetnych humorach. Mieliśmy jeszcze jedną ważną rzecz do
załatwienia. Odwiedziliśmy w szpitalu Olę starszą siostrę Marty. Było jej
przykro, że musi leżeć tu w szpitalu na badaniach, gdy my wraz z Martą
korzystamy z życia całymi garściami. Przez szpital nie mogła pojechać z nami na
wesele. Tak samo wiele innych atrakcji ją ominęło. Jedyna pociecha w tym, że
dostała całą reklamówkę słodyczy: cukierków, kruchych ciastek, czekolad,
andrutów, krakersów i pierników oraz soczystych owoców.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz