poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Powrót do domu

Budzę się rano. Przez chwilę nie wiem gdzie jestem, ale już w sekundę orientuję się, że w hotelowym pokoju. Przypomina mi się wczorajsze wesele i trochę jest mi smutno, że już jest za nami. Przeżyłabym to jeszcze raz. No cóż ale mamy nowy dzień i nowe sprawy przed nami. W końcu trzeba jakoś dotrzeć do domu. Zatem szybko wstaję i idę do łazienki, zanim inni wstaną i też będą chcieli wziąć prysznic. Gdy kończę toaletę moi współtowarzysze kłócą się między sobą o miejsce w kolejce do łazienki. Przyszło mi czekać chyba z dobrą godzinę zanim wyszykowali się do wyjścia na śniadanie. Przez ten czas zdążyłam już zjeść z głodu całe opakowanie wafli o wadze 230 g od Dr Gerarda. Mniam! Co za smak – kruchy wafelek i pyszne nadzienie o smaku cappuccino – takie już są te moje ulubione Kabaretki cappuccino. Marta była wkurzone, że nie zostawiłam jej ani jednego. Ale ja byłam naprawdę bardzo głodna. Poszliśmy na śniadanie. Wypiłam chyba całe morze kawy. Do śniadania dostaliśmy kruche ciastka, dzięki czemu Marta wybaczyła mi moje nieposkromione wafelkowe łakomstwo. Wsiedliśmy do samochodu wszyscy ze sobą pogodzeni i w świetnych humorach. Mieliśmy jeszcze jedną ważną rzecz do załatwienia. Odwiedziliśmy w szpitalu Olę starszą siostrę Marty. Było jej przykro, że musi leżeć tu w szpitalu na badaniach, gdy my wraz z Martą korzystamy z życia całymi garściami. Przez szpital nie mogła pojechać z nami na wesele. Tak samo wiele innych atrakcji ją ominęło. Jedyna pociecha w tym, że dostała całą reklamówkę słodyczy: cukierków, kruchych ciastek, czekolad, andrutów, krakersów i pierników oraz soczystych owoców.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz