Witam.
Poprzednio skończyłam pisać swój post o tym jak wyruszyliśmy na piknik. Po
drodze jeszcze musieliśmy zrobić zakupy w supermarkecie. Wyskoczyłam i
pobiegłam do sklepu, było trochę ludzi, ale ucieszyłam się po były trzy kasy
czynne. Z półek sklepowych do koszyka włożyłam kruche ciasteczka nadziewane
czekoladą firmy ,,Dr Gerard”, jest to ulubiona firma mojej rodzimy. Mają
przepyszne ciasteczka, które pasują na każdą okazję. Ciastka są świeże,
chrupiące i polane prawdziwą czekoladą, a nadzienia owocowe smakują jak prawdziwe
owoce. Po zakupach ruszyliśmy nad jezioro. Jak się spodziewałam, nie było dużo ludzi.
Mogliśmy swobodnie rozłożyć się nad samym brzegiem jeziora. Nim rozpakowaliśmy
się moje dzieci były już w wodzie, ja też nie czekając dłużej weszłam. Woda
była cudownie ciepła i miło chłodziła rozgrzane ciało. Zaczęłam płynąć coraz
dalej oddalając się od brzegu. Uwielbiałam pływać, jak wejdę do wody, to siedzę
w niej już bez opamiętania. Leżąc na wodzie patrzyłam co robi moja rodzina. Uśmiechnęłam
się bo widziałam jak atakują koszyk z przysmakami. Mąż coś krzyczał i machał do mnie rękoma, myślałam,
że woła mnie na jedzenie, ale ja nie byłam głodna. Niestety ,ale to nie o to
chodziło. Kiedy się odwróciłam twarzą w kierunku środka jeziora, zauważyłam jak
jakaś łódź mknie prosto na mnie. Byłam tym widokiem zszokowana i nie wiedziałam
przez ułamek sekundy co mam robić. Postanowiłam stać w miejscu. Kilka metrów
przede mną łódź skręciła. Usłyszałam słowa przeprosin. Łódź w tym miejscu nie
miała prawa pływać. Jak się później okazało, to młodzi niedoświadczeni ludzie
tak się zabawiali, złapali wiatr w żagle i do przodu bez umiejętności
sterowania. Dobrze ze tak to się skończyło. Do końca dnia już nie było żadnych
przygód, tylko miły wypoczynek w gronie rodziny, która zaskakująco się dziś nie
kłóciła. Miło było spędzić czas z rodzina i kruchymi ciasteczkami ,,Dr Gerard”.
Pozdrawiam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz