środa, 5 sierpnia 2015

JARMARK DOMINIKAŃSKI

JARMARK DOMINIKAŃSKI
W miniony weekend odwiedziłam przyjaciół mieszkających w Gdyni.  Tym razem pojechałam pociągiem. Podróż minęła spokojnie i bezpiecznie. Czas szybko mijał w dobrym  towarzystwie. Tym bardziej, że byłam przezornie zaopatrzona  w  moje ulubione wafelki z firmy Dr Gerard. Ciasteczka z tej firmy doskonale nadają się na podróż. Zachowują swój świeży smak i kruchość jeszcze długo po otwarciu.  Jak co roku w Gdańsku odbywał się Jarmark Dominikański. Co prawda nie ma już tylu tych cudnych staroci na straganach jak niegdyś, ale atmosfera jest podobna. Mnóstwo ładnych niepotrzebnych bibelotów, sporo wyrobów cepeliowskich, piękna ręczna praca w postaci cudnych bieżników i serwetek. Wszystkie towary z dziedziny rękodzielnictwa sporo kosztowały, ale te wyjątkowe wzory i kształty były warte takich pieniędzy.  Oczywiście na dłużej zatrzymałam się  przy stoisku z obrazami. Czego tam nie było? Obrazy były namalowane różnymi metodami. Szczególnie spodobał mi się obraz przedstawiający bukiet róż w wazonie stojącym na stole. Obraz był namalowany na jedwabiu. Róże wyglądały jak żywe. Odnosiło się wrażenie, że ich słodki, odurzający  zapach unosi się w powietrzu. Niestety cena  za taką wyjątkową sztukę była nie na moją kieszeń. Pospacerowaliśmy jeszcze trochę po wybrzeżu, a potem kurs na farmę agroturystyczną. Jadłam tam pyszną jajecznicę ze strusiego  jaja. Spróbowałam również odrobinę gulaszu ze strusim mięsem. Wszystko było smaczne. W kolejny dzień wybraliśmy się na kryty basen. Godzinkę przesiedziałam w jacuzzi.  Relaks niesamowity - polecam wszystkim zmęczonym i przepracowanym osobom. Potem jeszcze kolejna godzinka przy kawie i kruchych  markizach. W niedzielę pogoda się poprawiła. Przyjemnie było spacerować brzegiem morza, niestety zbyt krótko. Popołudniu trzeba było wracać do domu. Takie  chwile  pozwalają oderwać się od pracy, drobnych kłopotów oraz pomagają zebrać siłę na dalsze zmagania się z rzeczywistością.  Weekend więc  minął po prostu  zbyt szybko, żal było wracać do domu.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz