środa, 24 czerwca 2015

To musi być Wilczy Apetyt



Zapraszamy na grilla przed budynek! – zawołał przez otwarte drzwi pan organizujący szkolenie. Szybko zakończyłam telefoniczną rozmowę z mamą i pośpiesznie wyszłam z pokoju. Na korytarzu czekał już nieco zniecierpliwiony mąż. Widząc, że idę odetchnął z ulgą. Zjechaliśmy windą na parter i dołączyliśmy do grupki ludzi stojących przed drzwiami wejściowymi. Nie byliśmy jedynymi spóźnialskimi. Organizator wrócił na górę po jeszcze parę osób. Gdy zebrali się wszyscy poszliśmy do ogrodu znajdującego się wiz a wiz hotelu. Usiedliśmy wokół stołów nakrytych obrusami w biało czerwoną kratkę. Obsługa przyniosła nam pachnącą karkówkę, udka z kurczaka i kiełbaski. Do tego dostaliśmy grillowane w folii aluminiowej ziemniaczki oraz chleb. Ach! Zapomniałabym. Były jeszcze sałatki i musztarda. Wszyscy kursanci po długiej podróży byli najwidoczniej tak głodni jak ja i mój mąż. W mig zniknęła zawartość talerzy. W chwilę po posiłku towarzystwo zrobiło się senne. Niektórzy aby postawić się do pionu poprosili o kawę. Mój mąż i ja ze względu na późną porę dnia zażyczyliśmy herbatę. Kelner ku naszemu zaskoczeniu przyniósł do ciepłych napojów półmiski z najróżniejszymi ciasteczkami. Były tam markizy przekładane różnymi kremami, biszkopty z nadzieniem owocowo śmietankowym w czekoladzie, wafle i tak dalej. Sięgnęłam po biszkopta. W smaku i wyglądzie nie różnił się niczym od znanych mi i lubianych ciasteczek o nazwie Wilczy Apetyt od producenta wyrobów cukierniczych Dr Gerarda. Na środku czekoladki widniało małe białe serduszko z białej czekolady. I ten wiśniowo śmietankowy smak nadzienia - od razu rozpoznałam, nie mówiąc już o wyjątkowo pysznej delikatnej czekoladzie. Jednym słowem, nie mogłam się mylić, to musiał być Wilczy Apetyt.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz