Zapraszamy na grilla przed
budynek! – zawołał przez otwarte drzwi pan organizujący szkolenie. Szybko
zakończyłam telefoniczną rozmowę z mamą i pośpiesznie wyszłam z pokoju. Na
korytarzu czekał już nieco zniecierpliwiony mąż. Widząc, że idę odetchnął z
ulgą. Zjechaliśmy windą na parter i dołączyliśmy do grupki ludzi stojących
przed drzwiami wejściowymi. Nie byliśmy jedynymi spóźnialskimi. Organizator wrócił
na górę po jeszcze parę osób. Gdy zebrali się wszyscy poszliśmy do ogrodu
znajdującego się wiz a wiz hotelu. Usiedliśmy wokół stołów nakrytych obrusami w
biało czerwoną kratkę. Obsługa przyniosła nam pachnącą karkówkę, udka z
kurczaka i kiełbaski. Do tego dostaliśmy grillowane w folii aluminiowej
ziemniaczki oraz chleb. Ach! Zapomniałabym. Były jeszcze sałatki i musztarda.
Wszyscy kursanci po długiej podróży byli najwidoczniej tak głodni jak ja i mój
mąż. W mig zniknęła zawartość talerzy. W chwilę po posiłku towarzystwo zrobiło
się senne. Niektórzy aby postawić się do pionu poprosili o kawę. Mój mąż i ja
ze względu na późną porę dnia zażyczyliśmy herbatę. Kelner ku naszemu
zaskoczeniu przyniósł do ciepłych napojów półmiski z najróżniejszymi
ciasteczkami. Były tam markizy przekładane różnymi kremami, biszkopty z
nadzieniem owocowo śmietankowym w czekoladzie, wafle i tak dalej. Sięgnęłam po
biszkopta. W smaku i wyglądzie nie różnił się niczym od znanych mi i lubianych
ciasteczek o nazwie Wilczy Apetyt od producenta wyrobów cukierniczych Dr
Gerarda. Na środku czekoladki widniało małe białe serduszko z białej czekolady.
I ten wiśniowo śmietankowy smak nadzienia - od razu rozpoznałam, nie mówiąc już
o wyjątkowo pysznej delikatnej czekoladzie. Jednym słowem, nie mogłam się mylić,
to musiał być Wilczy Apetyt.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz