Ania na wakacjach, cz. 1.
Polska, maj, długi łikend, lekkie zachmurzenie. Przewidywania pogodowe - 30 stopni, 10 w piątek, 10 w sobotę, 10 w niedzielę.
Ja mam inny plan. Egzotyczna podróż! A co? Zasłużyłam sobie. Marzyłam o tym od dawna, o Maroko.
Lot był opóźniony ze względu na jakieś problemy techniczne. Za ów niedogodność stiłardesy zaserwowały nam rewelacyjny deser. Tak się złożyło, że moje ulubione kruche krakersy i biszkopty. Nie obyło się jednak bez specjalnych atrakcji pokładowych zaserwowanych przez naszych rodaków. Miałam tę wątpliwą przyjemność siedzieć tuż za nimi. Ów rodacy nie omieszkali doładować się procentami, co poskutkowało ich niestandardowym zachowaniem. Kręcili sie po samolocie zaczepiając ludzi, a w szczególności stiłardesy. Prawili im niewybredne komplementy z klepaniem w pośladki w pakiecie. Niejednokrotnie byli przywoływani do porządku. Jednak miarkę przebrali łamiąc podstawową zasadę bezpieczeństwa na pokładzie paląc papierosy w toalecie. Tłumaczono im, że w kabinie samolotu stanowi to zagrożenie pożarowe ze względu na zmiany ciśnienia i wtłaczany tlen. Nic nie skutkowało na zmianę ich zachowania. Po wylądowaniu w Marakeszu kapitan poprosił pasażerów o pozostanie na miejscach do odwołania. Po paru minutach dowiedzieliśmy się dlaczego. Na pokład weszła marokańska policja, by zająć się wspomnianymi, aż wstyd się przyznać, rodakami. Lubię przygody, ale tej raczej nie chciałabym przeżyć. Areszt w Maroko? Zapewne nie jest tam zbyt miło. Domyślam się, że zostali również ukarani sporą grzywną.
Po opuszczeniu samolotu od razu zdało się odczuć afrykańską pogodę. 25 stopni, lekki ciepły wiatr, a było około północy. Poczułam zew wakacji, że jestem tam gdzie chciałam! Jeszcze tylko kilka lotniskowych procedur i przygodo - witaj. (...)
Ja mam inny plan. Egzotyczna podróż! A co? Zasłużyłam sobie. Marzyłam o tym od dawna, o Maroko.
Lot był opóźniony ze względu na jakieś problemy techniczne. Za ów niedogodność stiłardesy zaserwowały nam rewelacyjny deser. Tak się złożyło, że moje ulubione kruche krakersy i biszkopty. Nie obyło się jednak bez specjalnych atrakcji pokładowych zaserwowanych przez naszych rodaków. Miałam tę wątpliwą przyjemność siedzieć tuż za nimi. Ów rodacy nie omieszkali doładować się procentami, co poskutkowało ich niestandardowym zachowaniem. Kręcili sie po samolocie zaczepiając ludzi, a w szczególności stiłardesy. Prawili im niewybredne komplementy z klepaniem w pośladki w pakiecie. Niejednokrotnie byli przywoływani do porządku. Jednak miarkę przebrali łamiąc podstawową zasadę bezpieczeństwa na pokładzie paląc papierosy w toalecie. Tłumaczono im, że w kabinie samolotu stanowi to zagrożenie pożarowe ze względu na zmiany ciśnienia i wtłaczany tlen. Nic nie skutkowało na zmianę ich zachowania. Po wylądowaniu w Marakeszu kapitan poprosił pasażerów o pozostanie na miejscach do odwołania. Po paru minutach dowiedzieliśmy się dlaczego. Na pokład weszła marokańska policja, by zająć się wspomnianymi, aż wstyd się przyznać, rodakami. Lubię przygody, ale tej raczej nie chciałabym przeżyć. Areszt w Maroko? Zapewne nie jest tam zbyt miło. Domyślam się, że zostali również ukarani sporą grzywną.
Po opuszczeniu samolotu od razu zdało się odczuć afrykańską pogodę. 25 stopni, lekki ciepły wiatr, a było około północy. Poczułam zew wakacji, że jestem tam gdzie chciałam! Jeszcze tylko kilka lotniskowych procedur i przygodo - witaj. (...)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz