Droga do hotelu nie zapowiadała
nic imponującego. Boczna uliczka, jakieś zarośla, których nie próbowała
nawet okiełznać ludzka ręka. Teren przed hotelem wydawał się nie
zagospodarowany i nie zadbany. Jakże wielkie było nasze zaskoczenie, gdy
weszliśmy do ośrodka. Miła, profesjonalna obsługa, dizajnerskie wnętrze
recepcji. Nasz pokój również zachwycał. Było w nim bardzo przytulnie, wygodnie
i czysto. Zaniepokoił mnie jedynie brak czajnika w wyposażeniu. Nie
zastanawiając się długo wzięłam sprawy w swoje ręce z bardzo dobrym wynikiem.
Bez problemu otrzymałam czajnik na recepcji. Pożyczyłam w restauracji również dwie
łyżeczki. Po rozpakowaniu się zaparzyłam herbatę. Ponieważ posiłek mieliśmy
dostać dopiero za cztery godziny zjedliśmy do herbaty pozostałe po podróży
kanapki i przywiezione przepyszne pierniki – nasze ulubione zresztą, najlepsze
- od Dr Gerarda o nazwie Pierniczki krakowskie niezwykle aromatyczne, w
kształcie serca, w czekoladowej polewie i z wybornym owocowym nadzieniem. Po
posiłku poszliśmy do najbliższego sklepu po wodę mineralną. Dodatkowo kupiliśmy
coś słodkiego a mam tu na myśli nadziewane biszkopty i kruche ciastka, które
lubimy z mężem schrupać czasem po posiłku. Ledwie wróciliśmy do hotelu z
zakupami zadzwonił telefon od organizatora szkolenia, z informacją, że za
dziesięć minut odbędzie się organizacyjne spotkanie całej naszej grupy. Z
reguły mały stres towarzyszy mi przy takich spotkaniach z nieznanymi mi ludźmi,
tym bardziej że przewidywałam, iż będę zobligowana przedstawić się i
opowiedzieć kilka słów o sobie. Nie inaczej było i tym razem. Czułam ucisk w
krtani. Na szczęście kiedy tylko usiadłam za stołem, wokół którego miały odbyć
się zajęcia, poczułam przypływ odwagi. Cała siła w pozytywnym myśleniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz