piątek, 12 czerwca 2015

Nietrafiony prezent od teściowej


Parę dni temu ułamał mi się ząb. Zapisałam się do dentysty i czekałam na wizytę kilka dni.  Musiałam cały czas uważać by nie uszkodzić sobie zęba jeszcze bardziej. Dzisiaj rano po wypiciu dwóch kaw i zjedzeniu garści pysznych, solonych Krakersów Classic od producenta wyrobów cukierniczych Dr Gerarda poszłam na umówioną wizytę do stomatologa. Kiedyś jako dziecko to bym z pewnością umierała ze strachu. Pamiętam jak mama z moją koleżanką musiały mnie przepychać siłą przez drzwi gabinetu bo zaparłam się o futrynę rękoma i nogami. Jako nastoletniej dziewczynie zależało mi na ładnym wyglądzie i to był główny argument przemawiający wówczas za polubieniem wizyt u stomatologa. Od tamtej pory nie mam najmniejszego problemu z leczeniem zębów. Stało się to dla mnie nawet całkiem przyjemnym zabiegiem. Dzisiaj też humor mi dopisywał. Ładna pogoda za oknem, przyjemna czyściutka i nowocześnie urządzona poczekalnia. Wszystko to podtrzymywało mój dobry nastrój. Po zabiegu poszłam od razu do domu bo byłam umówiona z mężem i teściową na zakupy. Kiedy weszłam do mieszkania wszyscy już na mnie czekali. Teściowa przyniosła markizy przekładane kremem czekoladowym, moje ulubione Mafijne Choco i właśnie trwała ich degustacja. Przysiadłam się do stołu i uniosłam jedno ciastko do ust ale przypomniałam w ostatniej chwili, że przez dobę nie mogę spożywać produktów, które mogą barwić wypełnienie odbudowanego zęba. To oznaczało, że nie mogę poczęstować się moim ulubionym ciasteczkiem z powodu zawartej w nich czekolady. Od razu mina mi zrzedła. Jak ja to wytrzymam. Miałam taką ogromną ochotę na te markizy. Mogłam sobie jedynie popatrzeć jak znikają w ustach moich współbiesiadników.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz