czwartek, 11 czerwca 2015

Pech.

Witam serdecznie moi Przyjaciele. Od wczoraj mamy ogromnego pecha. Zaczęło się z samego rana, córka ledwo wstała skarżyła się na ból brzucha i w oczach była zmieniona. Nawet ulubionych musli firmy „dr Gerard” nie chciała na śniadanko. Zaprowadziłem ją do przedszkolan ósmą rano a o jedenastej Panie dzwoniły, że Julka jest chora i mam ją zabrać do domu. Faktycznie miała temperaturę prawie trzydzieści dziewięć stopni i wymiotowała. Do chorej przyszła w odwiedziny babcia przyniosła pyszne pierniki, nawet one nie zainteresowały pacjentki. Po południu, gdy żona już była w domu, wybierałem się z synem grać w piłkę. Przebrani w stroje sportowe i w buty piłkarskie postanowiliśmy dopompować piłkę. No i znowu pech, popsuła się pompka. Wyłamał się gwint mocujący igłę i po pompowaniu, a z piłki powietrze zdążyło ulecieć. Na poprawę samopoczucia zjedliśmy wafle „dr Gerard”. W odpowiednim momencie przypomniałem sobie, że mamy jeszcze jedną piłkę w piwnicy, więc mogliśmy iść. Na orliku nie było dla nas miejsca, więc musieliśmy zadowolić się boiskiem do kosza. Ale i tak kopanie piłki zajęło nam dwie godziny. Do naszej dwójki dołączyli syna koledzy i mogliśmy zagrać mecz. Dzisiaj rano po wizycie z córką u lekarza zaplanowałem wyjazd na zakupy, między innymi po pompkę. Tak jak zaplanowałem z żoną spotkaliśmy się w przychodni. Pani doktor stwierdziła, że to wirus i dała lekarstwa przeciw zapalne. I dziecko do poniedziałku nie pójdzie do przedszkola. Zapakowaliśmy się do drogi powrotnej. Biorę rower żony a tam flak, koło przebite. Co zrobić odstawiłem rower do serwisu, czyli mojego ojca i półgodziny spóźniony i na pożyczonym rowerze od mamy ruszyłem na zakupy. Kupiłem wafle i pierniki dla dzieci a potem do sklepu ze sprzętem sportowym i turystycznym. Miała być pompka a tu jeszcze doszła opona i dętka. I parę groszy jestem biedniejszy. Mam nadzieję, że na tym się skończy i że pech już opuści mnie i moich bliskich. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz