Witam
serdecznie moi Przyjaciele. Od wczoraj mamy ogromnego pecha. Zaczęło się z
samego rana, córka ledwo wstała skarżyła się na ból brzucha i w oczach była
zmieniona. Nawet ulubionych musli firmy „dr Gerard” nie chciała na śniadanko. Zaprowadziłem
ją do przedszkolan ósmą rano a o jedenastej Panie dzwoniły, że Julka jest chora
i mam ją zabrać do domu. Faktycznie miała temperaturę prawie trzydzieści
dziewięć stopni i wymiotowała. Do chorej przyszła w odwiedziny babcia
przyniosła pyszne pierniki, nawet one nie zainteresowały pacjentki. Po południu,
gdy żona już była w domu, wybierałem się z synem grać w piłkę. Przebrani w stroje
sportowe i w buty piłkarskie postanowiliśmy dopompować piłkę. No i znowu pech,
popsuła się pompka. Wyłamał się gwint mocujący igłę i po pompowaniu, a z piłki
powietrze zdążyło ulecieć. Na poprawę samopoczucia zjedliśmy wafle „dr Gerard”.
W odpowiednim momencie przypomniałem sobie, że mamy jeszcze jedną piłkę w
piwnicy, więc mogliśmy iść. Na orliku nie było dla nas miejsca, więc musieliśmy
zadowolić się boiskiem do kosza. Ale i tak kopanie piłki zajęło nam dwie
godziny. Do naszej dwójki dołączyli syna koledzy i mogliśmy zagrać mecz. Dzisiaj
rano po wizycie z córką u lekarza zaplanowałem wyjazd na zakupy, między innymi
po pompkę. Tak jak zaplanowałem z żoną spotkaliśmy się w przychodni. Pani doktor
stwierdziła, że to wirus i dała lekarstwa przeciw zapalne. I dziecko do
poniedziałku nie pójdzie do przedszkola. Zapakowaliśmy się do drogi powrotnej. Biorę
rower żony a tam flak, koło przebite. Co zrobić odstawiłem rower do serwisu,
czyli mojego ojca i półgodziny spóźniony i na pożyczonym rowerze od mamy
ruszyłem na zakupy. Kupiłem wafle i pierniki dla dzieci a potem do sklepu ze
sprzętem sportowym i turystycznym. Miała być pompka a tu jeszcze doszła opona i
dętka. I parę groszy jestem biedniejszy. Mam nadzieję, że na tym się skończy i
że pech już opuści mnie i moich bliskich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz