Pierwszy raz pojechałam na
pielgrzymkę za granicę. Zawsze marzyłam o wyjeździe do Watykanu i moje marzenie
na szczęście spełniło się. Autokar jechał przez Lublin, Radom, Częstochowę,
Opole, Nysę. Po drodze zabierał pielgrzymów. Ja z mężem dojechaliśmy z Krakowa
pociągiem do Opola i tam z niewielką grupką zapakowaliśmy się do autokaru. Ostatnia
grupa ludzi dosiadła w Nysie. Był to duży szary autobus o nazwie Agart. W
środku była toaleta, ale kierowcy stawali przy stacjach benzynowych i robili po
piętnaście minut przerwy. Siedzieliśmy bardzo dobrze, bo na środku autobusu
przez cały czas trwania pielgrzymki. Przekroczyliśmy granicę Polski o godzinie
19 30 w miejscowości Trzebinia i znaleźliśmy się w Czechach. Jechaliśmy przez
Ołomynce i od tego momentu wjechaliśmy na autostradę w kierunku Wiednia. Z
plecaka podręcznego wyciągnęłam moje ulubione markizy i wafelki Dr. Gerarda i
poczęstowałam nimi znajomych. Wszystkim smakowały moje ciasteczka. Natomiast
koleżanka poczęstowała mnie ciastkami firmy Cukry Nyskie, które były nieporównywalnie
gorszej, jakości od moich przysmaków. Moja przyjaciółka też była tego samego
zdania i postanowiła poszukać w sklepie produkty Dr. Gerarda. Po paru godzinach
przekroczyliśmy granicę austriacką i wjechaliśmy do Włoch. Przejeżdżaliśmy
między innymi przez miasto Bolonia. Kierowaliśmy się na Florencję. Mknęliśmy
autostradą słońca. Dookoła było widać kwitnące złociste żarnowce i dużo gai
oliwnych i winorośli. Piękne sosny, strzeliste cyprysy. Autostrada przebija się
między przełęczami i ciągnie się przez tunele wybudowanych pod górami. Tych
tuneli jest wyjątkowo bardzo dużo o różnych rozmiarach. Trudno nawet ich zliczyć
ile tak naprawdę jest. W autobusie chciałam zdrzemnąć się, ale jedynie spałam dwie
godzinki. Do głównego celu zajechaliśmy około godziny siedemnastej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz