piątek, 19 czerwca 2015

podróż autokarem

Pierwszy raz pojechałam na pielgrzymkę za granicę. Zawsze marzyłam o wyjeździe do Watykanu i moje marzenie na szczęście spełniło się. Autokar jechał przez Lublin, Radom, Częstochowę, Opole, Nysę. Po drodze zabierał pielgrzymów. Ja z mężem dojechaliśmy z Krakowa pociągiem do Opola i tam z niewielką grupką zapakowaliśmy się do autokaru. Ostatnia grupa ludzi dosiadła w Nysie. Był to duży szary autobus o nazwie Agart. W środku była toaleta, ale kierowcy stawali przy stacjach benzynowych i robili po piętnaście minut przerwy. Siedzieliśmy bardzo dobrze, bo na środku autobusu przez cały czas trwania pielgrzymki. Przekroczyliśmy granicę Polski o godzinie 19 30 w miejscowości Trzebinia i znaleźliśmy się w Czechach. Jechaliśmy przez Ołomynce i od tego momentu wjechaliśmy na autostradę w kierunku Wiednia. Z plecaka podręcznego wyciągnęłam moje ulubione markizy i wafelki Dr. Gerarda i poczęstowałam nimi znajomych. Wszystkim smakowały moje ciasteczka. Natomiast koleżanka poczęstowała mnie ciastkami firmy Cukry Nyskie, które były nieporównywalnie gorszej, jakości od moich przysmaków. Moja przyjaciółka też była tego samego zdania i postanowiła poszukać w sklepie produkty Dr. Gerarda. Po paru godzinach przekroczyliśmy granicę austriacką i wjechaliśmy do Włoch. Przejeżdżaliśmy między innymi przez miasto Bolonia. Kierowaliśmy się na Florencję. Mknęliśmy autostradą słońca. Dookoła było widać kwitnące złociste żarnowce i dużo gai oliwnych i winorośli. Piękne sosny, strzeliste cyprysy. Autostrada przebija się między przełęczami i ciągnie się przez tunele wybudowanych pod górami. Tych tuneli jest wyjątkowo bardzo dużo o różnych rozmiarach. Trudno nawet ich zliczyć ile tak naprawdę jest. W autobusie chciałam zdrzemnąć się, ale jedynie spałam dwie godzinki. Do głównego celu zajechaliśmy około godziny siedemnastej.  

            

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz