Witam gorąco w
upalny dzień. Poprzednio pisałem o przygotowaniach do spotkania w przedszkolu. Jestem
już po i przyznam, że się udało. Moja wizytę zacząłem od małej łapówki, każde
dziecko poczęstowałem super ciasteczkami „KreMisie” firmy „dr Gerard”, to był
strzał w dziesiątkę. Następnie czytałem opowiadanie jak chłopiec zgubił się w
dużym sklepie. Była to bardzo pouczająca historia o tym, co zrobić jak mama lub
tata się zgubi. Jednak dzieci były zachwycone wspomnianymi słodkościami i
musiałem opowiadać, z czego są one zrobione: ciasteczko, nadzienie, czekolada. Potem
moja córeczka opowiadała o sobie, o naszej rodzinie, co lubi robić, jakie bajki
ogląda a wszystko ilustrowały zdjęcia z plakatu. I wszystkie dzieci tak jak
moje uwielbiają wafle i inne słodycze takich firm jak „dr Gerard”. Miałem dla
nich jeszcze jedną niespodziankę „Pryncypałki”. Mogę powiedzieć, że wizyta była
słodka i udana. A to był dzień moich imienin. Trochę w cieniu innych wydarzeń
trochę zapomniany, na pewno zabiegany, ale dla mnie szczęśliwy. Kiedy u władzy
byli politycy noszący moje imię to zawsze miałem mnóstwo życzeń. A gdy w 2010
rozbił się pewien samolot a lewica odeszła w niepamięć i gdy finansami państwa
zajmują się kandydaci na prezydenta to nikt nie dzwoni, nie pisze. Po wizycie w
grupie motylków poszedłem z moją córeczką, która nie odstępowała mnie na krok,
do znajomych na kawę a do niej wziąłem wafle. Po godzinie pędziliśmy do domku
zrobić obiad. A gdy syn wrócił ze szkoły i najadł się, przyszedł czas jechać na
basen na ćwiczenia korekcyjne. Tam wypiłem kolejną kawę. Po powrocie do domu
wraz z żoną wybraliśmy się na zakupy, aby uzupełnić zapas ulubionych słodyczy. Potem
do teściowej na chwileczkę i na szybką kawę. Gdy wybiła 20,00 byłem już w domu,
ja, żona, dzieci i na nocowanie przyszedł bratanek. I nie było już czasu na
uczczenie imienin, tylko kolacja, kąpiel, książka i spanko. Myślałem, że po
tylu kawach nie usnę, myliłem się zasnąłem jak niemowlę. Tak właśnie minął mi
dzień imienin.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz