Miło spotkać się z fajnymi znajomymi. Właśnie od paru dni
przebywam na zawodach w warcabach stupolowych. Ta miejscowość nazywa się Tlen
koło Tucholi na trasie Bydgoszcz-Koszalin. Dom wypoczynkowy jest położony w
śroodku lasów pobliżu małych jezior. Zawsze gramy dwie partie dziennie. Rano
zaczynamy po śniadaniu o godzinie 9 00,
drugą po obiedzie o 1430. Bardzo lubię te umysłowy rodzaj sportu. Wszystkich
uczestników tej przyjemnej rozrywki jest 62 osoby mężczyźni i kobiety. Ja raz
wygrywam, raz przegrywam i przeważnie
zajmuję miejsce w środkowej tabeli. Nie przejmuję się tym za bardzo,
ponieważ traktuję ten przyjazd jako dodatkową formę miłego spędzenia czasu. W
wolnych chwilach spacerujemy po lesie wkoło naszego ośrodka. Korzystamy w pełni
z uroków pięknego krajobrazu. Wstępujemy do pobliskiego sklepu na orzeźwiające
lody. W sklepie tym znajdują się moje ulubione produkty Dr. Gerarda i często
sięgam na półkę po nie. W tym upale wybieram ciasteczka bez polewy czekoladowej
na przykład biszkopty, krakersy lub markizy. Pewnego razu będąc w sklepie
widziałam jak starszej kobiecie zrobiło się słabo. Pan stojący koło niej szybko
ją podtrzymał, by nie upadła. Sprzedawczyni zaraz podała jej stołek, żeby
sonbie usiadła i przyniosła wodę w jednorazowym kubku. Chwilę posiedziała po
czym ruszyła do wyjścia. Ja w tym czasie też
właśnie wychodziłam. Zaproponowałam jej, że ją odprowadzę do domu.
Bardzo się ucieszyła, bo jeszcze była osłabiona. Wzięłam jej siatki, a ona
podtrzymywała się mnie. Do jej domu szłyśmy powoli około dziesięć minut.
Zaprowadziłam ją pod drzwi. Zaprosiła mnie do mieszkania na herbatę lecz nie
chciałam wchodzić do mieszkania obcej kobiety. W dowód wdzięczności wyjeła
ciastka Dr. Gerarda w polewie czekoladowej i mi wręczyła. Nie chciałam wziąść ich
lecz ona zapewniała mnie, że to jej ulubione najsmaczniejsze ciasteczka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz