W
sobotę pakujemy się i o godzinie 9 planujemy wyjazd w podróż powrotną do Polski.
Jestem bardzo zadowolona z naszej wycieczki. Miałam okazję, chociaż w części
zobaczyć Watykan i Rzym. Były to niezapomniane chwile dla wszystkich
uczestników. Teraz jeszcze żyjemy tymi wspomnieniami. Układamy bagaże według
kolejności wysiadania, by potem można szybciej go znaleźć. Po raz ostatni
oglądamy się na dom pielgrzyma i w drogę. Dokładnie wyruszyliśmy o godzinie
9 10. Przez okno obserwuje tutejszy krajobraz. Podobają mi się duże palmy i
inne rośliny tego klimatu. Na ulicach w Rzymie stoją samochody i motory. Bardzo
dużo ludzi dojeżdża do pracy na motorach. Trzeba umieć dobrze jeździć, by w tym zagęszczeniu nie
spowodować stłuczki. Nasi kierowcy są zawodowcami i wiedzą jak się zachować w
różnych sytuacjach. Po drodze mijamy narodowy stadion olimpijski,
jedziemy wzdłuż rzeki Tyber. Za Rzymem autostrada obsadzona jest białymi,
różowymi oleandrami. Między Bolonią, a Padwą rozciągają się duże plantacje
borówek, brzoskwiń, winogron, kukurydzy. Nad plantacją śliwek jest rozłożona
drobna siatka chroniąca owoce. Także widać plantacje specjalnej topoli do
robienia papieru. W autokarze rozbrzmiewają wesołe piosenki. Mąż zabrał się do
jedzenia ostatnich sztuk krakersów i biszkoptów Dr. Gerarda. Jemu też bardzo
smakują te produkty. Czasem po pracy kupi jakieś ciasteczka Dr. Gerarda. Teraz
jego ulubionym produktem są pierniczki. Po paru godzinach podróży wjeżdżamy w
Alpy włoskie. Przejeżdżamy przez wiele tuneli, które są pod górami. Większość robi zdjęcia lub nagrywa
kamerą. Około godziny 22 w autobusie robi się cicho, tylko pojedyncze osoby
szeptem rozmawiają. Pierwsze osoby wysiadły w Nysie. Ja z mężem wysiadłam w
Częstochowie. Poczekaliśmy godzinkę na pociąg do Krakowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz