Następnego dnia mieliśmy z mężem dużo
zajęć. Sprawa priorytetowa to wymiana niefortunnego wizytowego obuwia. Buty,
które po przyniesieniu do domu okazały się za ciasne, niezwłocznie zmuszona
byłam wymienić. Około godziny dziewiątej przyjechaliśmy do centrum handlowego,
gdzie znajdował się interesujący nas salon obuwniczy. Wbrew naszym oczekiwaniom
był jeszcze zamknięty. Dłuższą chwilę czekaliśmy na ławeczce w pobliżu sklepu.
Im dłużej czekaliśmy tym większy odczuwaliśmy oboje stres. Bałam się, że
sprzedawca nie zgodzi się na wymianę ani na zwrot pieniędzy i zostanę z za
ciasnymi pantofelkami. Dla rozluźnienia mąż zaproponował byśmy się przeszli
pasażem handlowym. Dobry pomysł, powiedziałam i wstaliśmy z ławki. Mijaliśmy
mnóstwo sklepików z pośród których większość była otwarta. Zauważyliśmy sklep
spożywczy i postanowiliśmy wstąpić. Spacerowaliśmy między sklepowymi półkami.
Nic nie było w stanie odciągnąć moich myśli od trapiącego mnie problemu, aż
znalazłam się przed stoiskiem cukierniczym. Zachwycił mnie bogaty asortyment.
Nigdy wcześniej nie byłam w tym sklepie z powodu zbyt dużej odległości od domu.
A tutaj taka niespodzianka – tyle słodkich produktów do wyboru. Ucieszył mnie
zwłaszcza szeroki asortyment produktów cukierniczych z mojej ulubionej firmy Dr
Gerard. Korzystając z okazji wzięłam moje ulubione draże Maltikeks Milk Choco, których od dawna
nie jadłam. To są takie kruche drobne ciasteczka w mlecznej czekoladzie, jak
dla mnie bomba. Niestety koniec tego dobrego. Czas zmierzyć się z problemem. Wróciliśmy
do sklepu obuwniczego, który w międzyczasie otwarto. Przedstawiłam swoją sprawę
ekspedientce. W odpowiedzi dowiedziałam się, że w grę wchodzi jedynie wymiana.
I tu sprawa zaczęła się komplikować. Nie było dla mnie odpowiedniego rozmiaru
czółenek w jasnym kolarze. W rezultacie znalazłam tylko jedną parę pasujących
na mnie granatowych baletek, którymi musiałam się zadowolić. Czółenka niestety byłam
zmuszona kupić w innym sklepie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz