POWRÓT ZOSI
Zosia wraz z rodzicami wróciła bardzo zmęczona, ale szczęśliwa. Opalona buzia śmiała się od ucha
do ucha. Podekscytowana wydarzeniami z górskiej wyprawy gadała bez przerwy. Opowiadała
o wielkich rybach, które widziała nad Soliną, o rwących górskich potokach, ale najbardziej podobało jej się muzeum fajek i zegarów w Przemyślu. Zajadając smaczne markizy opowiadała i pokazywała zdjęcia z wakacji. Widok z wieży zegarowej na panoramę miasta był przepiękny. Na mnie jednak największe wrażenie zrobiło zdjęcie zachodzącego słońca na tle gór, u podnóża, której leniwie płynęła niewielka rzeczka. Nasycenie koloru, kontrast padających cieni, perspektywa przedstawionego widoku zapierały dech w piersiach. Oczami wyobraźni już tam byłam ze swoimi sztalugami. Obraz był po prostu piękny. Paplanina dziewczynki przywołała mnie do rzeczywistości. Ewa rozpakowywała bagaże, Tomek brał prysznic, a ja postanowiłam zaparzyć duży dzbanek kawy. Psy nie odstępowały Zosi na krok. U jej stóp bawiły się przeciągając nową zabawkę ze sznurka. Na mnie w ogóle nie zwracały uwagi. Dopiero kiedy wyjęłam draże i ciasteczka od razu przypomniały sobie o moim istnieniu, to cwane futrzaki, hihihi. Zosia przypomniała sobie o laleczkach kupionych na bazarku, były to tak zwane matrioszki. Dziewczynka zafascynowana nową zabawką na przemian wyjmowała
i wkładała laleczki jedna w drugą. Matrioszki wykonane z drewna miały namalowane uśmiechnięte buzie kobiet ubranych w ludowe, kolorowe stroje. Kiedy Ewa wróciła do salonu, Zosia od razu trafiła pod prysznic, a jej matrioszki na stoliczek przy łóżku dziewczynki. Nareszcie zapanował spokój i mogłam bez przeszkód przekazać Nowickim informację dotyczące odebranej poczty i telefonów podczas ich nieobecności. Tomek zabrał psy na długi spacer, a my plotkowałyśmy jeszcze przez godzinę.
do ucha. Podekscytowana wydarzeniami z górskiej wyprawy gadała bez przerwy. Opowiadała
o wielkich rybach, które widziała nad Soliną, o rwących górskich potokach, ale najbardziej podobało jej się muzeum fajek i zegarów w Przemyślu. Zajadając smaczne markizy opowiadała i pokazywała zdjęcia z wakacji. Widok z wieży zegarowej na panoramę miasta był przepiękny. Na mnie jednak największe wrażenie zrobiło zdjęcie zachodzącego słońca na tle gór, u podnóża, której leniwie płynęła niewielka rzeczka. Nasycenie koloru, kontrast padających cieni, perspektywa przedstawionego widoku zapierały dech w piersiach. Oczami wyobraźni już tam byłam ze swoimi sztalugami. Obraz był po prostu piękny. Paplanina dziewczynki przywołała mnie do rzeczywistości. Ewa rozpakowywała bagaże, Tomek brał prysznic, a ja postanowiłam zaparzyć duży dzbanek kawy. Psy nie odstępowały Zosi na krok. U jej stóp bawiły się przeciągając nową zabawkę ze sznurka. Na mnie w ogóle nie zwracały uwagi. Dopiero kiedy wyjęłam draże i ciasteczka od razu przypomniały sobie o moim istnieniu, to cwane futrzaki, hihihi. Zosia przypomniała sobie o laleczkach kupionych na bazarku, były to tak zwane matrioszki. Dziewczynka zafascynowana nową zabawką na przemian wyjmowała
i wkładała laleczki jedna w drugą. Matrioszki wykonane z drewna miały namalowane uśmiechnięte buzie kobiet ubranych w ludowe, kolorowe stroje. Kiedy Ewa wróciła do salonu, Zosia od razu trafiła pod prysznic, a jej matrioszki na stoliczek przy łóżku dziewczynki. Nareszcie zapanował spokój i mogłam bez przeszkód przekazać Nowickim informację dotyczące odebranej poczty i telefonów podczas ich nieobecności. Tomek zabrał psy na długi spacer, a my plotkowałyśmy jeszcze przez godzinę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz