Witam. Jak wspominałam w
poprzednim poście, mieli niespodziewanie odwiedzić nas teściowie. Teściu jest
ok., za dużo to on nie ma do powiedzenia przy mamusi. Mamusia natomiast zawsze
wie wszystko i to najlepiej. Całe szczęście ,że mieszkają oboje daleko od nas,
inaczej nie wytrzymałabym szkoły mamusi. Tego wieczoru mąż nie spóźnił się do
domu i zdążył przed teściami. Więc czekaliśmy oboje na nich. Mamusia od progu z
uśmiechem na twarzy , stwierdziła, że jej syn blado wygląda, na mnie tylko
zerknęła . Na mojej twarzy tkwił uśmiech szczęścia. Zaprosiłam do pokoju ,do
stołu. Zapytałam czego się napiją i takie tam rzeczy. Podałam ciasto. Popijając
zieloną herbatkę mamusia zapytała o ciasto. Powiedziałam, że jest zrobione z
moich ulubionych biszkoptów firmy ,,Dr Gerard”. Mamusia stwierdziła , fakt że
się nie napracowałam przy nim, ale musi stwierdzić, że jest dobre. Widziałam
jak pałaszowała to ciasto. Potem sięgnęła do naczynia po ciasteczka nadziewane
czekoladą, stwierdziła krótko pyszne !. Poinformowałam teściową, że to tez
ciastka firmy ,,Dr Gerard”. Mamusia tylko dodała, że ciekawa jest co one mają w
sobie, czyli ile niezdrowych składników. Powiedziałam, że czytałam opis na
opakowaniu i wszystko jest zdrowe. Rozmowa przeszła na jakieś inne tematy
związane z synkiem. Po jakiejś godzinie mamusia zaczęła spacerować po
mieszkaniu, tłumacząc się, że boli ją krzyż i musi pospacerować, ale ja
wiedziałam co będzie dalej, i się nie myliłam. Teściowa spacerowała, zaglądała,
chrząkała, coś tam pytała. Po godzinnej inspekcji wróciła do stołu i stwierdziła
, że nie jest źle. Nie wytrzymałam i wybuchłam wariackim śmiechem. Dostałam
takiego chichotu, i nie mogłam go opanować. Po chwili zaczął się śmiać mąż i
teść, w końcu i mamusie ruszyło. Kiedy śmiech ustąpił. Teściowie podziękowali
za gościnę i wyruszyli do swojego domu. Nie było tak źle. Myślę ze pomogły mi
łakocie ,,Dr Gerard”. Pozdrawiam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz