UPALNY WEEKEND
Tak jak postanowiłam, tak zrobiłam. W sobotę wczesnym rankiem zabrałam psa i wraz z Filipem pojechaliśmy do moich rodziców. Zaopatrzeni w lodówkę samochodową zatrzymaliśmy się przed małą prywatną masarnią. Kupiliśmy pyszną kaszaneczkę na grila oraz filet z kurczaka. Uwielbiam do tego pieczone na grilu ziemniaczki w folii aluminiowej wraz z masełkiem czosnkowym, tzatziki zrobione przez moją mamę i suróweczkę z młodej kapustki z warzywami z ogródka. W markecie zaopatrzyliśmy się w napoje i piwko do pyszności zrobionych na grillu. Zapowiadał się leniwy, miły weekend. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie kupiła zapasu kruchych ciasteczek i słodkich draży. Tym sposobem lodówka w samochodzie była pełna. Mama przygotowała truskawkowy kefir, zresztą własnoręcznie zrobiony ze świeżo zerwanych owoców, smakował wybornie. Na psa czekała miska naturalnego schłodzonego jogurtu. Frodo dosłownie dopadł do niej jak bardzo wygłodniałe i spragnione zwierzę hihihi. Z uśmiechem stwierdziłam - no gdzie on będzie miał lepiej. Panowie zajęli się rozpalaniem grilla, a ja zrobiłam kawę w dużym babcinym dzbanku. Wyłożyłam kruche ciasteczka na paterę, filiżanki w raz ze spodeczkami ustawiłam na tacy i wszystko zaniosłam na stolik stojący pod gruszą. Po prostu było cudnie. Pies położył się na trawie, tuż u moich stóp i łakomie spoglądał na trzymane w ręku ciastko. Niezły z niego cwaniak, zawsze coś wyłudzi. Czas leniwie mijał w sielankowej atmosferze. Po południu poszliśmy na spacer do lasu, nawet udało mi się nazbierać trochę jagód. Przyjemny cień jaki dawały drzewa pozwolił trochę odpocząć od żaru lejącego się z nieba. Frodo odzyskał siły i z nową energią dopraszał się uwagi z naszej strony. Szaleńczo aportował kija rzucanego przez Filipa i za każdym razem z uwielbieniem wpatrywał się w niego kiedy dostawał smakołyka za przyniesiony kij. Sprytny łobuz z tego mojego psa. On doskonale wie jak się w życiu ustawić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz