Pewnego upalnego, lipcowego dnia
pojechaliśmy nad wodę. Było nas pięć osób: mój mąż, brat z córeczką Zuzą, córka
drugiego brata Marta i ja. Mieliśmy dotrzeć do najbliższej plaży, położonej
jakieś dwadzieścia kilometrów od domu. Tymczasem mój brat, który uwielbia nam,
a szczególnie swojej siedmioletniej córeczce robić niespodzianki, w trakcie
wycieczki zmienił nic nam nie mówiąc swoje plany na dzisiejszy dzień. Po
przejechaniu około czterdziestu kilometrów zorientowaliśmy się, że jakoś za
długo trwa nasza podróż. Wówczas brat wyjawił nam swój zamiar odwiedzenia
naszej rodziny mieszkającej bardzo daleko. Gdy okazaliśmy zdziwienie i
niezadowolenie z jego decyzji, stwierdził, że właściwie będzie tak jak
chcieliśmy, ponieważ niedaleko domu naszej rodziny jest całkiem fajna plaża. W
gruncie rzeczy nie mieliśmy nic do gadanie – kto ma kierownicę w rękach ten ma
władzę. Przystaliśmy na pomysł brata i daliśmy się zawieść gdzie on chciał. Po
drodze zatrzymaliśmy się na stacji paliw, by zatankować samochód. Tutaj brat
kupił kruche ciasteczka, podlane pyszną czekoladą o nazwie Zwierzaki. Zakup był
przeznaczony dla rodziny, którą zamierzaliśmy odwiedzić. Zuzia jak tylko
zauważyła ciasteczka w rękach taty zapragnęła otworzyć pudełko ze słodką
zawartością. Małe ciasteczka o kształtach różnych zwierzaczków uśmiechały się
do Zuzi przez foliowe okienko prosząc o wypuszczenie ich na zewnątrz. Brat był
nieugięty, nie pozwolił córeczce otworzyć pysznych ciasteczek od Dr Gerarda.
Powiedział, że słodycze pojadą do innej małej dziewczynki, co Zuzię ostatecznie
przekonało. Ruszyliśmy w dalszą drogę. Ja swoim zwyczajem zasnęłam i obudziłam
się gdy byliśmy już nad wodą. Wysiadłam zaspana z samochodu. Gdy już
oprzytomniałam zorientowałam się jak tu pięknie. Duża piaszczysta, strzeżona
plaża z długim pomostem rozpościerała się przed nami. Za naszymi plecami był
gęsty las.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz