Trudno przeżyć dzień w takich
upałach. Na termometrze wskazówki wskazywały 35 stopni Celsjusza. Ja osobiście
lubię ciepło, ale jest za gorąco. W tramwajach i autobusach włączono klimatyzację. W sobotę miałam
nieprzyjemne zdarzenie, gdy jechałam na drugą zmianę do pracy. O godzinie 12
czekałam na autobus, który nie przyjechał. Bus też nie nadjeżdżał. Ja
siedziałam w słońcu prawie godzinę. W pewnym momencie zrobiło mi się słabo i straciłam
przytomność. Ktoś mną szarpał i jak się okazało leżałam w szpitalu. Lekarz
powiedział, że muszę zostać na obserwacji. Nie wiem ile leżałam nieprzytomna,
bo na przystanku nikogo nie było. Dopiero starsza kobieta przechodziła i mnie
zobaczyła. Zadzwoniła na pogotowie pod numer 112 i oczywiście poczekała, aż
pogotowie przyjedzie. Potem sobie poszła. Rozbudzona przez pielęgniarki nie
wiedziałam co się ze mną dzieje i gdzie jestem. Widocznie musiałam mówić nie na
temat, bo mnie postanowili zostawić. Siostry spytały się kogo zawiadomić o moim
nieciekawym położeniu. Powiedziałam, że męża i córkę. One już poszukały w moim telefonie
te osoby i przekazały wiadomość. Dostałam zastrzyk i środek przeciwbólowy. Wieczorem
przyjechała córka Kasia z mężem. Mąż był zły, że nie umiem rozsądnie myśleć
tylko siedzieć na słońcu w takim upale. Ja byłam zbyt słaba, by przejmować się
co mówi. Nawet połowy z tego już nie wiem. Leżałam z zamkniętymi oczami i
czekałam na ustąpienie bólu. W następnym dniu już było lepiej. Po
południu przyjechała córka i przywiozła mi rosół. Na deser moje ulubione
biszkopty i pierniczki Dr. Gerarda. Producent tych smakołyków jest znany na
całą Polskę. Produkty Dr. Gerarda znajdują się prawie w każdym sklepie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz