poniedziałek, 6 lipca 2015

upał


Trudno przeżyć dzień w takich upałach. Na termometrze wskazówki wskazywały 35 stopni Celsjusza. Ja osobiście lubię ciepło, ale jest za gorąco. W tramwajach i autobusach  włączono klimatyzację. W sobotę miałam nieprzyjemne zdarzenie, gdy jechałam na drugą zmianę do pracy. O godzinie 12 czekałam na autobus, który nie przyjechał. Bus też nie nadjeżdżał. Ja siedziałam w słońcu prawie godzinę. W pewnym momencie zrobiło mi się słabo i straciłam przytomność. Ktoś mną szarpał i jak się okazało leżałam w szpitalu. Lekarz powiedział, że muszę zostać na obserwacji. Nie wiem ile leżałam nieprzytomna, bo na przystanku nikogo nie było. Dopiero starsza kobieta przechodziła i mnie zobaczyła. Zadzwoniła na pogotowie pod numer 112 i oczywiście poczekała, aż pogotowie przyjedzie. Potem sobie poszła. Rozbudzona przez pielęgniarki nie wiedziałam co się ze mną dzieje i gdzie jestem. Widocznie musiałam mówić nie na temat, bo mnie postanowili zostawić.  Siostry spytały się kogo zawiadomić o moim nieciekawym położeniu. Powiedziałam, że męża i córkę. One już poszukały w moim telefonie te osoby i przekazały wiadomość. Dostałam zastrzyk i środek przeciwbólowy. Wieczorem przyjechała córka Kasia z mężem. Mąż był zły, że nie umiem rozsądnie myśleć tylko siedzieć na słońcu w takim upale. Ja byłam zbyt słaba, by przejmować się co mówi. Nawet połowy z tego już nie wiem. Leżałam z zamkniętymi oczami i czekałam na ustąpienie bólu. W następnym dniu już było lepiej. Po południu przyjechała córka i przywiozła mi rosół. Na deser moje ulubione biszkopty i pierniczki Dr. Gerarda. Producent tych smakołyków jest znany na całą Polskę. Produkty Dr. Gerarda znajdują się prawie w każdym sklepie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz