Witam
serdecznie. Dziś dokończę swą opowieść o porządkach na strychu w towarzystwie
najsmaczniejszych krakersów mojej ulubionej firmy ,,Dr Gerard”, bez nich chyba
nie dałabym rady. Zakończyłam poprzedni post od tego , że musiałam znaleźć
miejsce na kartony już przejrzane. Kiedy takie miejsce już miałam, zaczęłam otwierać
pudełko za pudełkiem. Były w nich cudeńka, rzeczy o których dawno już
zapomniałam. Markerem opisywałam zawartość pudełek, niektóre były cale do
wyrzucenia, ale to zostawiłam mojemu mężowi. Jak go znam jeszcze do nich zajrzy
przed wyrzuceniem, a może wyrzuciłam coś co jeszcze się przyda. Oczywiście
znalazłam stroje karnawałowe potrzebne córce, chociaż teraz zastanowiłam się po
co koleżance w lecie takie rzeczy, dopytam się jak wróci do domu, i odstawiłam je na bok. Muzyczka przygrywała, a
ja z wielką przyjemnością sprzątałam strych, Popijając od czasu do czasu kawkę
i chrupiąc krakersy i markizy ,,Dr Gerard”. Przy niektórych kartonach
uśmiechałam się i wspominałam dawne czasy. Strych robił się coraz przyjemniejszy.
W końcu trafiłam na pudełko, owinięte starą gazetą z lat osiemdziesiątych. Otworzyłam
je, ujrzałam w nim moje rzeczy . Moje skarby, plakaty, zeszyty złotych myśli,
listy, zdjęcia i pamiętnik. Zapomniałam już o nim. Sięgnęłam po kawę i kruche
ciasteczko, i zaczęłam czytać. Pamiętnik pochłonął mnie całkowicie, przypominał
mi rzeczy, o który już dawno zapomniałam. Nie wiem ile czasu spędziłam na
strychu, ale kiedy oderwałam się od lektury, było już ciemno. Spakowałam
pamiętnik do pudełka i zeszłam na dół. Uśmiechając się do siebie, zrobiłam
kolację, zjadłam i postanowiłam zrobić sobie gorącą kąpiel. Odczuwałam ból w
kręgosłupie. Rano wstałam wypoczęta, ale już nie miałam ochoty wracać do
wczorajszego zajęcia. Poczekam na kolejny przypływ chęci do sprzątania.
Usiadłam wygodnie przez telewizorem i podjadając najsmaczniejsze ciasteczka,
oglądałam film. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz