niedziela, 12 lipca 2015

kolonia


Córka pojechała autokarem na kolonie do Nidzicy. Spakowałam jej kilka paczek ulubionych biszkopcików i draży Dr. Gerarda. Bardzo cieszyła się, że pozna nowe koleżanki. Niestety parę rodziców zrezygnowało ze względu na duże koszty dwutygodniowego pobytu. Za ten wyjazd córki musimy zapłacić sporo pieniędzy. Cały rok uczyła się pilnie, a na koniec roku przyniosła świadectwo z paskiem i książkę z wyróżnieniem. Dlatego tym bardziej zasługuje na wakacyjny wyjazd. Na samym początku powstał problem, bo są tylko dwie dziewczynki starsze od niej o dwa lata. W pierwszych dniach trochę była smutna i rozczarowana. Lecz organizatorzy wszystko robili, by każdemu dziecku sprawić przyjemność. Od rana do wieczora mają zaplanowany czas. Grają w piłkę siatkową, nożną. Oprócz tego zwiedzają Nidzice i okolice. Nidzica leży nad rzeką Nida. Zwiedzali zamek krzyżacki z 13 wieku. Wśród różnych eksponatów znajdują się niespotykane  garnki wykonane pod Nidzickim rynkiem. W Orłowie byli w rezerwacie, gdzie znajduje się żółw błotny. Atrakcje turystyczne w tej miejscowości, to spływy kajakowe. Pod szczególnym dozorem w kamizelkach ratunkowych dwa razy pływali kajakami. Z tego powodu martwiłam się lecz mąż mnie uspokoił i mówił, że jestem nadopiekuńcza. Córka przypomniała sobie po tygodniu o słodyczach i poczęstowała nimi koleżanki. Bardzo im smakowały draże Dr. Gerarda. Postanowiły sobie kupić po przyjeździe do domu. Pod koniec koloni zaprzyjaźniły się i nawet nie przeszkadzała im różnica wieku. Wymieniły się telefonami licząc na utrzymanie znajomości. W ostatnią noc chłopcy wymalowali im klamkę pastą do zębów, a one odwdzięczyły się tym samym. Córka przyjechała do domu opalona i bardzo zadowolona. Pomimo mniejszej ilości koleżanek. Świadczy to o dobrej organizacji wychowawców kolonijnych.               

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz