Córka pojechała autokarem na kolonie
do Nidzicy. Spakowałam jej kilka paczek ulubionych
biszkopcików i draży Dr. Gerarda. Bardzo cieszyła się, że pozna nowe koleżanki.
Niestety parę rodziców zrezygnowało ze względu na duże koszty dwutygodniowego
pobytu. Za ten wyjazd córki musimy zapłacić sporo pieniędzy. Cały rok uczyła
się pilnie, a na koniec roku przyniosła świadectwo z paskiem i książkę z
wyróżnieniem. Dlatego tym bardziej zasługuje na wakacyjny wyjazd. Na samym
początku powstał problem, bo są tylko dwie dziewczynki starsze od niej o dwa
lata. W pierwszych dniach trochę była smutna i rozczarowana. Lecz organizatorzy
wszystko robili, by każdemu dziecku sprawić przyjemność. Od rana do wieczora
mają zaplanowany czas. Grają w piłkę siatkową, nożną. Oprócz tego zwiedzają Nidzice
i okolice. Nidzica leży nad rzeką Nida. Zwiedzali zamek krzyżacki z 13 wieku.
Wśród różnych eksponatów znajdują się niespotykane garnki wykonane pod Nidzickim rynkiem. W
Orłowie byli w rezerwacie, gdzie znajduje się żółw błotny. Atrakcje turystyczne
w tej miejscowości, to spływy kajakowe. Pod szczególnym dozorem w kamizelkach
ratunkowych dwa razy pływali kajakami. Z tego powodu martwiłam się lecz mąż
mnie uspokoił i mówił, że jestem nadopiekuńcza. Córka przypomniała sobie po
tygodniu o słodyczach i poczęstowała nimi koleżanki. Bardzo im smakowały draże
Dr. Gerarda. Postanowiły sobie kupić po przyjeździe do domu. Pod koniec koloni
zaprzyjaźniły się i nawet nie przeszkadzała im różnica wieku. Wymieniły
się telefonami licząc na utrzymanie znajomości. W ostatnią noc chłopcy wymalowali
im klamkę pastą do zębów, a one odwdzięczyły się tym samym. Córka przyjechała
do domu opalona i bardzo zadowolona. Pomimo mniejszej ilości koleżanek.
Świadczy to o dobrej organizacji wychowawców kolonijnych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz