Sezon zbiorów truskawek już powoli przechodzi w zapomnienie.
Teraz trzeba obierać czerwone, czarne porzeczki i agrest. Z tego powodu wzięłam sobie parę dni urlopu. Wcześniej dojrzewają czerwone porzeczki i z
nich zrobiłam soki. Obierałam je podczas dużego upału i musiałam przerwać, by
następnego dnia przyjść o siódmej rano. Mam po dwa krzaki każdego gatunku owoców. Cały dzień zajmowałam się robieniem
przetworów. Zanim włożyłam porzeczki do sokownika umyłam, przełożyłam na
durszlak i obrałam z ogonków. Nie pomyślałam o większej ilości cukru i musiałam
jechać do sklepu. Zrobiłam przy okazji zakupy na niedzielę. W dużym markecie
spacerowałam i zastanawiałam się co kupić. Było dużo promocji z bluzkami i
przyciągnęła mnie reklama, ale nie kupowałam, bo mi nie odpowiadały. Natomiast
przymierzyłam gumowe klapki, które spakowałam do koszyka. Po drodze mijałam
stoisko ze słodyczami i jemu poświęciłam parę minut. Wśród różnych producentów
poszukałam firmę Dr. Gerard i nałożyłam sobie do woreczka trochę pierniczków,
biszkopcików. Akurat w tym sklepie są słodycze na wagę. Na koniec wzięłam wodę
mineralną, sok pomarańczowy i 10 kg. cukru. Mój pobyt w sklepie trwał 35 minut,
to nie długo. Ruszyłam moim fiatem do domu i już za kilka minut przekręcałam
klucz w drzwiach. Sama muszę wszystko robić, bo mąż jest na delegacji do
niedzieli, a dzieci pojechały na kolonie. Ugotowałam sok z cukrem i wlałam
gorące do wcześniej przygotowanych słoików. Jak wlewam wrzący sok, odwracam
dnem do góry i już nie gotuję słoików. Jeśli wlewam ciepły sok, to muszę
zagotować słoiki. Podczas pracy zrobiłam sobie chwilkę wytnienia na kawę. Na
talerzyk położyłam po dwa ciastka Dr
Gerarda, a resztę schowałam. Zawsze tak robię, by mnie nie kusiły .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz