Witajcie moi
drodzy, ostatnio sporo piszę o tym, co robię w wakacje z moim synem. Do tego
stopnia, że żona dała mi burę, że o córce i o niej nie wspominam. Dzisiaj chciałbym
naprawić ten błąd. Cały dzisiejszy wpis poświęcę moim dziewczynom. Na pierwszy plan
wysunę to, iż one również uwielbiają smakołyki „dr Gerard”. Moja rodzina niczym
czterej pancerni torujemy i walczymy o najlepsze draże czy krakersy. Dużego
wysiłku nie musimy w tę walkę wkładać, ponieważ produkty te same się bronią i
reklamują. Ich smak, wygląd, atrakcyjne opakowania same zachęcają i wbijają się
do jadłospisu. Wracając do moich pięknych, żona moja, serce moje…..;-) Pracuje
i urlop ma dopiero w sierpniu, jednak każdą wolną chwilę spędza z naszymi
dziećmi. Gdy jest pogoda to wychodzą na spacerki lub na rowery a z córcią na
plac zabaw i na zakupy (zawsze kupią draże lub krakersy). A gdy pada planuje
dzieciom i mi zajęcia takie jak: kalambury, memory, chińczyk, warcaby, puzzle,
farbki, kredki. Wszystko tylko nie telewizor i komputer. Syn i ja trochę marudzimy,
bo kochamy grać na konsoli. Moja córcia ma trochę gorzej. Wstaje wcześnie rano
i musi zachowywać się dość cicho, bo braszka śpi. Zostaje jej oglądanie
ulubionych bajek: Dora, Jej wysokość Zosia czy Klinika dla pluszaków. I po
zjedzeniu śniadania domaga się słodyczy w rozsądnej ilości. A gdy już hrabia wstanie
to wyciąga nas na spacer. I zrywam się i idę na plac zabaw do piaskownicy na huśtawkę
a syn marudzi, bo mu się nudzi. I najlepiej to by został w domu przy kompie. A gdy
wrócimy i zjemy obiad to się zaczyna wojna. Mam dwoje dzieci syna i córkę. Mają
podobne charaktery, uparte są oczywiście za mamusią. Jedno drugiemu nie
odpuści. Mój limit wytrzymałości wyczerpuje się po godzinie wspólnych walk. Dobrze,
że mają każde swój pokój, w którym je zamykam na piętnaście minut. Aby się wyciszyły.
A ja mam chwilę, aby zjeść krakersy. I poukładać myśli.
Życzcie mi
wytrwałości i dobrej zabawy. Dzięki. L K
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz