piątek, 24 lipca 2015

Imprezka



Siedzimy sobie w kilka osób pod altanką na wsi. Jest przepiękna pogoda. Lekki letni wiaterek przyjemnie muska nasze twarze. Na drewnianym stoliku przed nami znajduje się mnóstwo słodyczy, po które chętnie z moim mężem sięgamy. Są tu nasze ulubione wafle i Pryncykostka od Dr Gerarda a także wyśmienita mieszanka krakersów, również od naszego ulubionego producenta wyrobów cukierniczych. Gdy tak chrupaliśmy smaczne przekąski mój brat przyniósł z piwnicy schłodzone piwo. Poczęstował nas wszystkich. Żółty chmielowy płyn doskonale ugasił nasze pragnienie ale i wzmocnił nam apetyt. Wobec tego szybko znikły ze stołu nasze zapasy andrutów i krakersów i nie było po co sięgać rękoma. Mama w tym momencie zawołała nas na obiad. Nasz szef kuchni zaserwował dziś zupę z fasolki szparagowej i rybę smażoną w panierce w zestawie z ziemniakami i surówką. Wzięliśmy swoje porcje i wyszliśmy z domu do altanki. Obiad najlepiej smakuje na łonie natury zwłaszcza gdy piękna pogoda dopisuje. Podczas obiadu rozmawialiśmy o pewnych sprawach, które już jakiś czas czekały na omówienie i na szczegółowe uzgodnienie z moim bratem. Czas płynął szybko tak jak szybko skończyło się piwo w butelkach. Trzeba już kończyć tę imprezę i wrócić do swoich obowiązków. Obiecaliśmy moim rodzicom, że przeniesiemy ogromny stos porąbanego na szczapy drewna do szopki. Zabraliśmy się do roboty, która po dłuższej przerwie paliła nam się teraz w rękach. Zwłaszcza, że pomagała nam moja mała, siedmioletnia bratanica. Początkowo chcieliśmy ją odesłać do domu ale pomoc nam sprawiła jej tyle radości, że nie mieliśmy serca jej odprawiać. Wesoły szczebiot słychać było już z daleka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz