poniedziałek, 20 lipca 2015

Obóz ciąg dalszy.

Witam Was Wszystkich. Jak ja tęsknię. Mój synuś od trzech dni na obozie. Na dodatek złapał jakiś kaszel i gdy rozmawiamy przez telefon to żona aż ma łzy w oczach. Ostatnio opiekunka czuwała przez pół nocy przy nim. A nam serce pękało. Prawie pięćset kilometrów od domu. Najważniejsze, że ma dobrą opiekę. Trochę nas to uspakaja. Aby poprawić sobie samopoczucie zajadamy markizy firmy „dr Gerard”. Jest ciężko. Dzisiaj z rana jeszcze jechaliśmy do miasta wojewódzkiego do kardiologa z córeczką. Poprosiłem kumpla by nas zawiózł i w miarę szybko się załatwiliśmy. A w jako zapłatę poprosił najlepsze pierniki. Więc co miałem zrobić. Zrobiłem kawę i poczęstowałem go. Wykorzystaliśmy fakt, że znajomego żona ma urlop a dzieci wakacje, zorganizowaliśmy miłe spotkanie. My postawiliśmy kawkę i słodycze „dr Gerard” a oni przynieśli i zarazili nas dobrym humorem. Wracają do synka, po kilku prośbach doczekaliśmy się kilku zdjęć przysłanych za pomocą telefonu. Tak jak opowiadał widok z okna ma piękny, góry, lasy, skocznie narciarskie. Oczywiście w tej miejscowości nie brakuje sklepu Biedronka gdzie może kupić swoje ulubione markizy i inne produkty wyżej wymienionej firmy, normalnie jak w domu. Nawet nasza czteroletnia córeczka tęskni za swoim kochanym braciszkiem. I gdy rozmawiamy przez telefon pierwsza się wita i ma ochotę uściskać aparat. A jej oczy aż błyszczą ze szczęścia a wypieki na buzi i uśmiech, taki jakby dostała najwspanialszy prezent od Świętego Mikołaja. Dodam, że z żoną przez cały dzień oczekujemy na jakiś telefon, sms czy wiadomość internetową. My nie możemy przeszkadzać sportowcom w zajęciach. Więc do każdego telefonu czy powiadomienia startujemy niczym prom kosmiczny z Bajkonuru.
Proszę o dalsze trzymanie kciuków. LK


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz