Witam Was
Wszystkich. Jak ja tęsknię. Mój synuś od trzech dni na obozie. Na dodatek
złapał jakiś kaszel i gdy rozmawiamy przez telefon to żona aż ma łzy w oczach. Ostatnio
opiekunka czuwała przez pół nocy przy nim. A nam serce pękało. Prawie pięćset
kilometrów od domu. Najważniejsze, że ma dobrą opiekę. Trochę nas to uspakaja. Aby
poprawić sobie samopoczucie zajadamy markizy firmy „dr Gerard”. Jest ciężko. Dzisiaj
z rana jeszcze jechaliśmy do miasta wojewódzkiego do kardiologa z córeczką.
Poprosiłem kumpla by nas zawiózł i w miarę szybko się załatwiliśmy. A w jako
zapłatę poprosił najlepsze pierniki. Więc co miałem zrobić. Zrobiłem kawę i
poczęstowałem go. Wykorzystaliśmy fakt, że znajomego żona ma urlop a dzieci wakacje,
zorganizowaliśmy miłe spotkanie. My postawiliśmy kawkę i słodycze „dr Gerard” a
oni przynieśli i zarazili nas dobrym humorem. Wracają do synka, po kilku
prośbach doczekaliśmy się kilku zdjęć przysłanych za pomocą telefonu. Tak jak
opowiadał widok z okna ma piękny, góry, lasy, skocznie narciarskie. Oczywiście w
tej miejscowości nie brakuje sklepu Biedronka gdzie może kupić swoje ulubione
markizy i inne produkty wyżej wymienionej firmy, normalnie jak w domu. Nawet nasza
czteroletnia córeczka tęskni za swoim kochanym braciszkiem. I gdy rozmawiamy
przez telefon pierwsza się wita i ma ochotę uściskać aparat. A jej oczy aż
błyszczą ze szczęścia a wypieki na buzi i uśmiech, taki jakby dostała
najwspanialszy prezent od Świętego Mikołaja. Dodam, że z żoną przez cały dzień
oczekujemy na jakiś telefon, sms czy wiadomość internetową. My nie możemy
przeszkadzać sportowcom w zajęciach. Więc do każdego telefonu czy powiadomienia
startujemy niczym prom kosmiczny z Bajkonuru.
Proszę o dalsze trzymanie
kciuków. LK
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz