Jak co dzień wstałam o piątej rano do pracy. Umyłam włosy i
wymodelowałam. Za oknami zaczął wiać silny wiatr. Przypomniałam sobie o
pozostawionym dużym rozłożonym parasolu na tarasie. Szybko pobiegłam, by go
zwinąć. Nie mogłam otworzyć drzwi, parasol porywany przez szalejącą wichurę
zgiął się w przeciwną stronę i wypadły dwa druty. Po dłuższej walce w końcu
złożyłam w połowie parasol i wyjęłam, by rzucić go na taras. Na dodatek brama
otworzyła się i wybiegł pies. W wyjściowym ubraniu biegałam w tej nawałnicy za
psem. Na moje wołania w końcu przybiegł.
On też był przerażony taką zmienną pogodą. Brama została zamknięta przeze mnie
i dodatkowo skręcona znalezionym drutem.
Już miałam biegnąć do domu, by przebrać się w inne ubrania. Nagle usłyszałam
wielki trzask i drzewo powaliło się blisko domu. Gdyby poleciało w moim
kierunku, to by mnie przywaliło. Za dużo miałam emocji w przeciągu pół godziny.
Stanęłam jak wryta i przez jakiś czas nie mogłam się ruszyć. Jestem sama w
domu, bo mąż rano pojechał do pracy, dzieci są u babci na wakacjach, a ja
walczę z szalejącą wichurą. Wzięłam się w garść i z ledwością dowlekłam się do
domu, w którym nie było światła. Pewnie w elektrowni wyłączyli prąd lub linie
zostały uszkodzone. Zadzwoniłam do pracy i wzięłam sobie urlop na żądanie.
Roztrzęsiona nie byłam w stanie normalnie mówić przez telefon. Posprawdzałam
czy w całym domu jest wszystko w porządku. Na szczęście więcej szkód nie
znalazłam. Moje kroki skierowałam do kuchni, by zrobić sobie kawy. Na deser
wyjęłam markizy i pierniczki Dr. Gerarda. Jedząc smaczne ciastka i popijając
kawą powoli uspakajałam się. Produkty Dr. Gererda goszczą często na moim
stole.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz