poniedziałek, 20 lipca 2015

nawałnica


Jak co dzień wstałam o piątej rano do pracy. Umyłam włosy i wymodelowałam. Za oknami zaczął wiać silny wiatr. Przypomniałam sobie o pozostawionym dużym rozłożonym parasolu na tarasie. Szybko pobiegłam, by go zwinąć. Nie mogłam otworzyć drzwi, parasol porywany przez szalejącą wichurę zgiął się w przeciwną stronę i wypadły dwa druty. Po dłuższej walce w końcu złożyłam w połowie parasol i wyjęłam, by rzucić go na taras. Na dodatek brama otworzyła się i wybiegł pies. W wyjściowym ubraniu biegałam w tej nawałnicy za psem. Na  moje wołania w końcu przybiegł. On też był przerażony taką zmienną pogodą. Brama została zamknięta przeze mnie i dodatkowo skręcona  znalezionym drutem. Już miałam biegnąć do domu, by przebrać się w inne ubrania. Nagle usłyszałam wielki trzask i drzewo powaliło się blisko domu. Gdyby poleciało w moim kierunku, to by mnie przywaliło. Za dużo miałam emocji w przeciągu pół godziny. Stanęłam jak wryta i przez jakiś czas nie mogłam się ruszyć. Jestem sama w domu, bo mąż rano pojechał do pracy, dzieci są u babci na wakacjach, a ja walczę z szalejącą wichurą. Wzięłam się w garść i z ledwością dowlekłam się do domu, w którym nie było światła. Pewnie w elektrowni wyłączyli prąd lub linie zostały uszkodzone. Zadzwoniłam do pracy i wzięłam sobie urlop na żądanie. Roztrzęsiona nie byłam w stanie normalnie mówić przez telefon. Posprawdzałam czy w całym domu jest wszystko w porządku. Na szczęście więcej szkód nie znalazłam. Moje kroki skierowałam do kuchni, by zrobić sobie kawy. Na deser wyjęłam markizy i pierniczki Dr. Gerarda. Jedząc smaczne ciastka i popijając kawą powoli uspakajałam się. Produkty Dr. Gererda goszczą często na moim stole.         

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz