wtorek, 14 lipca 2015

Przerwa kawowa



Było sobotnie popołudnie. Siedzieliśmy w ośmioosobowej grupie w przestronnej warsztatowej sali w jednym z warszawskich hoteli. Razem z mężem uczestniczyliśmy w szkoleniu wizażu. Pierwszy raz brałam udział w czymś takim. Byłam bardzo podekscytowana możliwością zdobycia wiedzy w tym zakresie. Mój mąż niestety nie podzielał mojego entuzjazmu. Zapisując się na to szkolenie liczył, iż będzie więcej wiadomości na temat pielęgnacji ciała. Szybko zorientował się, że główny temat zajęć to przede wszystkim sztuka robienia makijażu. Najciekawszą częścią warsztatów było dla mnie praktyczne zastosowanie zdobytych tu informacji, co dla mojego męża była najbardziej nużącym punktem zajęć. Do tego stopnia był znudzony, że niepostrzeżenie wymknął się z sali warsztatowej do naszego pokoju, podczas gdy reszta uczestniczek łącznie ze mną i prowadzącą była pochłonięta robieniem sobie makijażu. Dopiero gdy obsługa hotelowa przyjechała z serwisem kawowym a prowadząca zarządziła krótką przerwę, zorientowałyśmy się o braku męskiej części uczestników, w tym konkretnym przypadku osoby mojego męża. Szybko pobiegłam schodami na górę by go tu ściągnąć bo zauważyłam, że do kawy, herbaty i soku pomarańczowego zaserwowano przepyszne ciastka od Dr Gerarda, których bezspornym wielbicielem jest mój mąż. Długo nie musiałam go namawiać do zejścia na dół. Na hasło Markizy Negro z nadzieniem waniliowym oraz biszkopty o słodkiej nazwie Kremówka dekorowana już był gotowy do wyjścia z pokoju. Na widok nas wszystkich z eksperymentalnymi makijażami na twarzach mój kochany mąż rzucił jakiś komentarz o zabawach przedszkolaków i z uśmiechem od ucha do ucha zabrał się do nalewania sobie kawy. Reszta warsztatów przy pysznych ciasteczkach okazała się całkiem znośna dla mojego mężą. Dzięki słodyczom wytrwał na zajęciach do kolacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz