piątek, 10 lipca 2015

Schronienie przed burzą



Idziemy szybkim krokiem, przez dłuższy czas nie odzywając się do siebie. Jesteśmy nieco wystraszeni nadciągającą nad las burzą z piorunami. Przepiękne wcześniej jezioro, tchnie teraz grozą. Między gęstwą drzew przeziera złowrogo szaro blady blask tafli wody. Wciąż trapi mnie pytanie czy zdążymy dojść do miasta. A jeśli nie to gdzie się schronimy przed deszczem. Mijają nas rowerzyści. Pędzą tak szybko jak potrafią po krętej leśnej ścieżce. Już po chwili znikli nam z pola widzenia. Gdzieś nad nami w koronach drzew zerwał się wiatr, świadczący o nieuchronnie zbliżającej się ulewie. Przyśpieszyliśmy kroku. Nad jeziorem rozległ się straszny łoskot piorunu. powodując u mnie drżenie serca. Na ogół nie boję się burzy. Kiedy jestem w domu czuję się bezpiecznie i nawet jest mi przyjemnie wsłuchiwać się w jej dźwięki. Robię sobie wówczas gorącej herbaty, wyciągam moje ulubione krakersy lub draże w czekoladowej polewie od Dr Gerarda. Mogę wtedy tak sobie siedzieć i milczeć i słuchać jak krople deszczu rozbijają się o parapet. Teraz co innego, w obcym, nieznanym lesie, pod opieką dwie wystraszone nastolatki i bez możliwości schronienia. A czarne chmury zakrywają coraz więcej nieba nad nami. Pierwsze ogromne krople deszczu spadają nam na głowy. Z coraz większym niepokojem spoglądamy w górę. To nasz wyścig z czasem. Zdyszani wpadamy na leśną polanę. Tutejsza plaża również opustoszała. Kilka pojedynczych osób kręci się gdzie niegdzie. Mój mąż przerywa nagle nasze milczenie okrzykiem: „Tam!” Kieruję wzrok za jego spojrzeniem i między drzewami dostrzegam niewielki budynek. Podbiegamy i rozpoznajemy mały sklepik spożywczy. Gdy wchodzimy do środka deszcz pada już ulewny. W sklepie jest trochę ludzi, którzy tak jak my znaleźli tu schronienie przed burzą. Jest ciasno ale to nic najważniejsze, że nie mokniemy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz