Nigdy wcześniej tu nie byłam.
Jezioro, las, hotel, bar, kajaki i rowery wodne do wynajęcia. Podobało mi się
tutaj. Najbardziej byłam zadowolona, że plaża okazała się strzeżona. To dla
poczucia bezpieczeństwa bardzo istotne. Marta i Zuza od razu przebrały się w
stroje kąpielowe i pobiegły do wody. Ja podążyłam za ich przykładem. Mój mąż i
brat zostali na ławce. Po paru chwilach spędzonych w wodzie dotarło do mnie jak
bardzo jestem głodna. Od śniadania nic nie miałam w ustach a była już godzina
przeszło czternasta. Zabrałam dziewczynki i resztę towarzystwa do baru, który
był tuż przy plaży. Zamówiliśmy zapiekanki i coś do picia. Na deser kupiłam
Platonki w masie mlecznej. Ten rarytas to dwa okrągłe biszkopty z morelowym
nadzieniem polane polewą mleczną. Słodki zakup od Dr Gerarda schowałam na dnie torby
plażowej, na później. Wróciłyśmy na plażę. Tym razem męska część załogi weszła
również do wody. Kąpaliśmy się w najlepsze. Po pewnym czasie Martę znudziło
pluskanie się w wodzie. Zapragnęła wynająć rowerek wodny. Po licznych namowach
daliśmy się przekonać na kolejny wydatek. Czego się nie robi by uszczęśliwić
znudzoną nastolatkę. Wybraliśmy taki wielki sprzęt pływający, by nasza cała
piątka mogła się z powodzeniem na nim zmieścić. Na następną godzinę atrakcja
była zapewniona. Pedałowaliśmy na przemian z wyjątkiem małej Zuzy. Muszę
przyznać, że sama byłam zachwycona rejsem. Po powrocie na plażę jeszcze przez
chwilę kąpaliśmy się. Około godziny osiemnastej przebraliśmy się i wyruszyliśmy
w stronę domu naszej dawno nie widzianej rodziny. Brat uprzedził ich
telefonicznie o naszym zamiarze odwiedzin. Wobec tego czekali już na nas z
posiłkiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz