poniedziałek, 27 lipca 2015

Aktywny wypoczynek - to jest to!


Nigdy wcześniej tu nie byłam. Jezioro, las, hotel, bar, kajaki i rowery wodne do wynajęcia. Podobało mi się tutaj. Najbardziej byłam zadowolona, że plaża okazała się strzeżona. To dla poczucia bezpieczeństwa bardzo istotne. Marta i Zuza od razu przebrały się w stroje kąpielowe i pobiegły do wody. Ja podążyłam za ich przykładem. Mój mąż i brat zostali na ławce. Po paru chwilach spędzonych w wodzie dotarło do mnie jak bardzo jestem głodna. Od śniadania nic nie miałam w ustach a była już godzina przeszło czternasta. Zabrałam dziewczynki i resztę towarzystwa do baru, który był tuż przy plaży. Zamówiliśmy zapiekanki i coś do picia. Na deser kupiłam Platonki w masie mlecznej. Ten rarytas to dwa okrągłe biszkopty z morelowym nadzieniem polane polewą mleczną. Słodki zakup od Dr Gerarda schowałam na dnie torby plażowej, na później. Wróciłyśmy na plażę. Tym razem męska część załogi weszła również do wody. Kąpaliśmy się w najlepsze. Po pewnym czasie Martę znudziło pluskanie się w wodzie. Zapragnęła wynająć rowerek wodny. Po licznych namowach daliśmy się przekonać na kolejny wydatek. Czego się nie robi by uszczęśliwić znudzoną nastolatkę. Wybraliśmy taki wielki sprzęt pływający, by nasza cała piątka mogła się z powodzeniem na nim zmieścić. Na następną godzinę atrakcja była zapewniona. Pedałowaliśmy na przemian z wyjątkiem małej Zuzy. Muszę przyznać, że sama byłam zachwycona rejsem. Po powrocie na plażę jeszcze przez chwilę kąpaliśmy się. Około godziny osiemnastej przebraliśmy się i wyruszyliśmy w stronę domu naszej dawno nie widzianej rodziny. Brat uprzedził ich telefonicznie o naszym zamiarze odwiedzin. Wobec tego czekali już na nas z posiłkiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz