Witam
wszystkich. Wiadoma rzecz, że jak mamy miejsce to chowamy tam wszystkie rzeczy
potrzebne czy nie. Przynajmniej ja tak robię. Kiedy już się nie mieszczą w
moich skrytkach, wtedy robię porządki. Tak też było pewnego dnia. Moja rodzina
wyjechała na sobotę i niedzielę do mojej mamy. Ja nie mogłam pojechać, musiałam
być na miejscu, pod telefonem . W każdej chwili mogłam być wezwana do pracy.
Obudziłam się w sobotę rano dość wcześnie. Zjadłam śniadanie. Popijając
aromatyczną kawę podjadałam najlepsze wafle firmy,, Dr Gerard’’. Lubię
produkty tej firmy. Patrząc w okno rozmyślałam co dziś będę robić, nie miałam
pomysłu. Nagle przypomniałam sobie, że moja córka poprosiła mnie abym poszukała
strojów karnawałowych. Były gdzieś
zapakowane w pudełkach, a ona potrzebowała je dla koleżanki. Złapałam w biegu jeszcze krakersa,
najsmaczniejsze są tylko z firmy ,,Dr Gerard’’, i poszłam poszukać kartonu ze
strojami. W pawlaczach w korytarzu nie było ich. Więc udałam się na strych.
Złapałam się za głowę, jak zobaczyłam co tam jest. Pełno worków i pudełek i
niedziałających komputerów. Pomyślałam tylko , że już teraz wiem co będę robić.
Wróciłam do kuchni, zrobiłam sobie duży kupek kawy, wzięłam pudełko krakersów i
udałam się na strych. Znalazłam stolik, położyłam na nim telefon , kawę oraz
ciasteczka. Włączyłam radio i zaczęłam rozglądać się od czego by tu zacząć.
Musiałam znaleźć jakieś wolne miejsce gdzie mogłabym ustawiać przeglądnięte
wory i pudła. To był mój pierwszy krok w robieniu porządków na strychu. Co tam
było i co odnalazłam pi latach, dowiecie
się w moim drugim poście. Dziś musze już kończyć , czeka na mnie kolacja
przygotowana przez męża. Pozdrawiam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz