Witam. Nie lubię przed weekendowego
tłoku. Wszędzie tłumy ludzi. W każdym sklepie kilometrowe kolejki, tak jakby
nikt niczego w życiu nie widział i nie kupował. Szał zakupów. Niestety mnie to
też czekało. Usiadłam w piątkowy wieczór przy biurku i postanowiłam zaplanować
zakupy. Zrobiłam sobie herbatę i
postawiłam talerzyk z najlepszymi wit’AM musli, śliwka, czekolada mojej ulubionej firmy ,, Dr Gerard’’.
Zastanawiałam się od czego zacząć, aż miałam ciarki, na samą myśl obijania się
o ludzi w sklepach. Przepychania się pomiędzy półkami, ale ktoś to musi zrobić.
No właśnie! Wymyśliłam podstępny plan. W piekielne zakupy wrobię męża. Popijając
boski herbaciany nektar, zrobiłam listę potrzebnych rzeczy. Najpierw jednak
ustaliłam, co będę przygotowywała na zbliżające się majowe święta. Zrobiłam menu. Sałatki, mięsko ,ciasta
i oczywiście na honorowym miejscu jaja. Lista była dość obszerna. Kiedy miałam ją już gotową, do domu
wrócił mąż. Zaczęłam tłumaczyć, dlaczego on sam musi te zakupy zrobić. Ja
oczywiście w tym czasie będę miała mnóstwo innych spraw do zrobienia w domu.
Mąż z niechęcią, ale się zgodził, użyłam
kilku argumentów, po których stwierdził, że woli robić zakupy. I oto mi
chodziło. Ucieszona swoją pomysłowością, udałam się na zasłużony spoczynek. Na
drugi dzień , po pracy mąż obiecał zrobić mi te zakupy. Niestety nie byłam do końca
świadoma tego co zrobiłam, czyli wysyłając
ukochanego do sklepów. Albo nie powinnam planować rzeczy do zrobienia,
do których potrzebne mi były rzeczy z listy. Jak się okazało, ja cierpliwie
czekałam, a mojego męża nie było. Z moich planów, co do nastawienia mięsa na
galaretę, zrobienia ciasta na amoniaczki i ugotowanie warzyw na sałatkę
wielowarzywną, poszło w zapomnienie. Wzięłam się za sprzątanie i prasowanie.
Moje szczęście ,z pudełkami wypchanymi po brzegi , wróciło około dwudziestej
pierwszej. Zmęczone, warczące i głodne. Zaczęłam oglądać artykuły, jak zwykle
były tam rzeczy których nie potrzebowałam, ale kupił je bo była promocja. Tego
co chciałam w większości nie było, ale były inne rzeczy .bo były tanie. Byłam
zła, ale milczałam. Wiedziałam, że jak powiem, że to nie to co chciałam, to mój
mąż zje mnie żywcem. Niestety nie uniknęłam samotnych zakupów. Pojechałam sama,
kiedy on był w pracy. Kupiłam to co trzeba i z opóźnieniem wzięłam się do
pracy. Jedynie byłam zadowolona , z zakupu najlepszych ciasteczek ,,Dr Gerard’’. Mąż ,wziął ich kilka paczek, bo
jak się domyślacie była promocja hi hi. Pozdrawiam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz