środa, 29 kwietnia 2015

Zakupy na majowy weekend

Witam. Nie lubię przed weekendowego tłoku. Wszędzie tłumy ludzi. W każdym sklepie kilometrowe kolejki, tak jakby nikt niczego w życiu nie widział i nie kupował. Szał zakupów. Niestety mnie to też czekało. Usiadłam w piątkowy wieczór przy biurku i postanowiłam zaplanować zakupy.  Zrobiłam sobie herbatę i postawiłam talerzyk z najlepszymi wit’AM musli, śliwka, czekolada  mojej ulubionej firmy ,, Dr Gerard’’. Zastanawiałam się od czego zacząć, aż miałam ciarki, na samą myśl obijania się o ludzi w sklepach. Przepychania się pomiędzy półkami, ale ktoś to musi zrobić. No właśnie! Wymyśliłam podstępny plan. W piekielne zakupy wrobię męża. Popijając boski herbaciany nektar, zrobiłam listę potrzebnych rzeczy. Najpierw jednak ustaliłam, co będę przygotowywała na zbliżające się majowe  święta. Zrobiłam menu. Sałatki, mięsko ,ciasta i oczywiście na honorowym miejscu jaja. Lista była dość  obszerna. Kiedy miałam ją już gotową, do domu wrócił mąż. Zaczęłam tłumaczyć, dlaczego on sam musi te zakupy zrobić. Ja oczywiście w tym czasie będę miała mnóstwo innych spraw do zrobienia w domu. Mąż  z niechęcią, ale się zgodził, użyłam kilku argumentów, po których stwierdził, że woli robić zakupy. I oto mi chodziło. Ucieszona swoją pomysłowością, udałam się na zasłużony spoczynek. Na drugi dzień , po pracy mąż obiecał zrobić mi  te zakupy. Niestety nie byłam do końca świadoma tego co zrobiłam, czyli wysyłając  ukochanego do sklepów. Albo nie powinnam planować rzeczy do zrobienia, do których potrzebne mi były rzeczy z listy. Jak się okazało, ja cierpliwie czekałam, a mojego męża nie było. Z moich planów, co do nastawienia mięsa na galaretę, zrobienia ciasta na amoniaczki i ugotowanie warzyw na sałatkę wielowarzywną, poszło w zapomnienie. Wzięłam się za sprzątanie i prasowanie. Moje szczęście ,z pudełkami wypchanymi po brzegi , wróciło około dwudziestej pierwszej. Zmęczone, warczące i głodne. Zaczęłam oglądać artykuły, jak zwykle były tam rzeczy których nie potrzebowałam, ale kupił je bo była promocja. Tego co chciałam w większości nie było, ale były inne rzeczy .bo były tanie. Byłam zła, ale milczałam. Wiedziałam, że jak powiem, że to nie to co chciałam, to mój mąż zje mnie żywcem. Niestety nie uniknęłam samotnych zakupów. Pojechałam sama, kiedy on był w pracy. Kupiłam to co trzeba i z opóźnieniem wzięłam się do pracy. Jedynie byłam zadowolona , z zakupu najlepszych ciasteczek  ,,Dr Gerard’’. Mąż ,wziął ich kilka paczek, bo jak się domyślacie była promocja hi hi. Pozdrawiam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz