czwartek, 30 kwietnia 2015

Prezent



W związku z przygotowaniami moimi i mojego męża do zbliżającego się wesela musieliśmy wypełnić warunek przyszłych małżonków. Mianowicie nowożeńcy życzyli sobie, aby nie przynosić kwiatów, gdyż te zwiędną w jedną noc. W zamian za kwiaty prosili o maskotki, kredki lub malowanki, które po uroczystościach mają trafić do dzieci z wybranego domu dziecka. Muszę przyznać, że podoba mi się ten pomysł. Kwiaty, mimo że piękne, pozostają niezauważone i niedocenione przez młodą parę podczas emocjonującego, pełnego wrażeń wieczoru. Natomiast następnego dnia piękne kwiaty tracą swój ulotny urok i lądują w koszu na śmieci. Zamiast tradycyjnych kwiatów, miłe maskotki ucieszą dziecięce buzie, co w konsekwencji sprawi radość nowożeńcom i poczucie spełnienia dobrego uczynku. Postanowiliśmy dzisiaj wybrać się do sklepu z zamiarem kupna najpiękniejszego misia w mieście. Zanim wyszliśmy moja mama przygotowała nam obfite śniadanie nie zapominając nawet o naszych ulubionych pełnoziarnistych ciastkach zbożowych wit’AM musli, jabłko, rodzynki z bogatego asortymentu Dr Gerarda. Znając mnie i swojego zięcia, podejrzewała, że na wizycie w jednym sklepie z zabawkami się nie skończy. Dobrze wiedziała, że obskoczymy całe miasto zanim coś wybierzemy i na sto procent spóźnimy się na obiad. Miała rację. W poszukiwaniu tej jedynej najpiękniejszej zabawki straciliśmy parę godzin. Później jeszcze poszłam do kosmetyczki na hennę brwi i rzęs z regulacją. Mój mąż czekał na mnie w poczekalni salonu kosmetycznego zajadając nudę wspomnianymi wcześniej ciasteczkami od Dr Gerarda, które mama przed naszym wyjściem wrzuciła nam do torby. Po zabiegu kosmetycznym również miałam ochotę coś przekąsić ale spóźniłam się. Mój mąż schrupał wszystkie ciastka, które zostały po śniadaniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz