W związku z przygotowaniami moimi
i mojego męża do zbliżającego się wesela musieliśmy wypełnić warunek przyszłych
małżonków. Mianowicie nowożeńcy życzyli sobie, aby nie przynosić kwiatów, gdyż
te zwiędną w jedną noc. W zamian za kwiaty prosili o maskotki, kredki lub malowanki,
które po uroczystościach mają trafić do dzieci z wybranego domu dziecka. Muszę
przyznać, że podoba mi się ten pomysł. Kwiaty, mimo że piękne, pozostają
niezauważone i niedocenione przez młodą parę podczas emocjonującego, pełnego
wrażeń wieczoru. Natomiast następnego dnia piękne kwiaty tracą swój ulotny urok
i lądują w koszu na śmieci. Zamiast tradycyjnych kwiatów, miłe maskotki ucieszą
dziecięce buzie, co w konsekwencji sprawi radość nowożeńcom i poczucie spełnienia
dobrego uczynku. Postanowiliśmy dzisiaj wybrać się do sklepu z zamiarem kupna
najpiękniejszego misia w mieście. Zanim wyszliśmy moja mama przygotowała nam
obfite śniadanie nie zapominając nawet o naszych ulubionych pełnoziarnistych
ciastkach zbożowych wit’AM musli, jabłko, rodzynki z bogatego asortymentu Dr
Gerarda. Znając mnie i swojego zięcia, podejrzewała, że na wizycie w jednym
sklepie z zabawkami się nie skończy. Dobrze wiedziała, że obskoczymy całe
miasto zanim coś wybierzemy i na sto procent spóźnimy się na obiad. Miała
rację. W poszukiwaniu tej jedynej najpiękniejszej zabawki straciliśmy parę
godzin. Później jeszcze poszłam do kosmetyczki na hennę brwi i rzęs z
regulacją. Mój mąż czekał na mnie w poczekalni salonu kosmetycznego zajadając
nudę wspomnianymi wcześniej ciasteczkami od Dr Gerarda, które mama przed naszym
wyjściem wrzuciła nam do torby. Po zabiegu kosmetycznym również miałam ochotę
coś przekąsić ale spóźniłam się. Mój mąż schrupał wszystkie ciastka, które
zostały po śniadaniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz